Szukaj:Słowo(a): trzech mistrzów budo

| Nikt Ci nigdy zwyczajnie nie odgiął duszącej ręki ?

| Jesli dobrze technicznie zalozysz to nie ma szans.

| Ile ważysz ?

| Ponizej 75. I zaduszalem juz stokilowych.

A ja pracowałem kiedyś na budowie z 125kg byłym hutnikiem, który w
trzech palcach ośmiocalowe gwoździe bez trudu zginał. I o ile wywrócić
się dawał, to jakby schwycił ten duszący łokieć to tylko by chrupnęło.



Nie sadze.
Po pierwsze dlatego, ze dzwignie i duszenia BJJ opieraja sie mocnych
podstawach fizyki i mechaniki. Powstawaly na bazie doswiadczen wyniesionych
z walk ulicznych i vale tudo toczonych przez Graciech - ludzi skromnej
postury, zwlaszcza, ze walczyl glownie Helio, ktory wazyl 60 kg, wiec prawie
kazdy jego przeciwnik byl duzo wiekszy i silniejszy od niego.
Po drugie, gdy duszenie jest dobrze zalozone, to czlowiek nie probuje sie
uwolnic, tylko ma juz smierc w oczach i po 2-3 sekundach odplywa. Wiem, bo
zdarzylo mi sie kiedys na judo, gdy nie odklepalem w pore, bo chcialem
sprawdzic swoja "psychiczna wytrzymalosc";-)
Po trzecie, niejaki Gary Goodridge, ktory byl mistrzem Ameryki w silowaniu
na reke, bral udzial w UFC i nikomu duszacemu go reki nie zlamal.

Pozdr.

dudu

vale tudo
www.promail.pl/~dudu

@Vinka - bardzo śmieszne

Pamiętałem o definicji, ale na drugi dzień było już tyle postów z innych beczek, że nie widziałem sensu.

Proszę bardzo. Definicja znaleziona u samego Mistrza Cywińskiego:
Dolina walna musi spełniać trzy warunki:
1. Najwyzsza jej część sięga po główną grań Tatr
2. Wylot znajduje sie na granicy Tatr
3. Dolina leży w całości na terenie Tatr.

Ten 3 pkt to Mistrz chyba sobie wymyślił, żeby było ładniej.
A punkty 1 i 2 już były na forum przytaczane.
Jednym słowem fachowcy jesteśmy i tyle.

A psu buda raczej jest potrzebna. Ja mam dwa i każdy ma swoją
Destrukcyjne techniki aikido hmmm.....
Pozwolę sobię zacytować specjalnie dla Intruza słowa M. Ueshiby (wg książki Trzej mistrzowie budo)

"Aikido służy całemu światu. Nie wolno używać go do egoistycznych ani destrukcyjnych celów. Trenujcie dla dobra wszystkich."

A poznanie aikido dla skuteczności na ulicy to nie najlepsza motywacja do trenowania Sztuki Walki - tak sobię myślę.
To Randall - pytalem Aikiego, czy ma doswiadczenia z zadawaniem atemi po tym, jak mu ktos reke zlamal... Zakladam, ze nie cwiczy po prochach...

To Aiki - a ilu przepraszam mistrzow zapasniczych chodzi po ulicach i zaczepia Bogu ducha winnych ludzi?! ZAWSZE znajdziesz taki wyjatek, ktory nie pasuje do reguly, jednak na ulicy najczesciej zaczepiaja kolesie po trzech tanich winach zrobionych w bramie z kumplami, bo chca uzbierac na czwarte... Skuteczna technika jest wtedy spokojne opanowani, ale jak nie dziala, to jedna WIDOWISKOWA technika z reguly daje czas na oddalenie sie... I o to chodz. Powtarzam, wiem, ze nie zawsze tak jest i mozna trafic na cpuna o obnizonym progu agresji i podwyzszonym progu odpornosci na bol, ale to tez swego rrodzaju ekstremum...

To Gosc - swiete slowa, wlasnie o tym pisze - jak ktos jest fighter i wie, ze my aikidocy, to go nie mykniemy. Jak jest to uliczny zaczepiaka, z reguly to, czego sie przez 10 czy 20 lat uczymy jest skuteczne - w samoobronie. I taki 'uke' nie musi poprawnie, aikidocko atakowac, w koncu kurde po cos sie tego budo latami uczymy, nieprawdaz?
polecam ksiazki
1.Gorin-no sho, Ksiega pieciu kregow- Miyamoto Musashi
2.Trzej mistrzowie Budo - John Stevens
3.Sekrety samurajow - Westbrook, Ratti

"Przekraczajac prog domu, stajesz twarza w twarz z dziesiecioma tysiacami wrogow" Gichin Funakoshi

mam w pliku tekstowym cala mase fajnych tekstow posle ci na priva
pozdrawiam Duzy

Dokładnie (prawie, ale zgodność i tak wynosi ponad 80% ) o to mi chodziło. Ale jeśli się z tym zgadzasz to tekst o wadzie relatywizmu jest jak dla mnie nie na miejscu, bo czymżesz jest to, że dla Ciebie naście treningów jest ok, a dla 40latka z brzuszkiem, wystarczą dwa, trzy?
Uzdrawiam
Emerque
Jest na miejscu - ten dziadek nawet nie otrze się nigdy o moją sprawność i możliwości. Będę się uczył szybciej, będę robił mocniejsze techniki itd. Wbrew poglądowi który niektórzy prezentują - że można ćwiczyc mało i miec taki sam progres. Tutaj nie ma już relatywizmu. Jego budo będzie gorsze i już. A jeżeli spojrzeć na to z punku relatywizmu jaki krytykowałem - on jest miarą jakości dla siebie, a ja dla siebie i w żaden sposób nie można nas porównywać - dla mnie takie ujęcie to bzdura, bo zatraca jakąkolwiek możliwość oceny i każdy sam sobie mistrzem będzie.
Praktyka mówi co innego.
Pozdrawiam.
polecam wam ksiazke - autobiografie funakoshiego - Gichin Funakoshi - Moje Życie lub Trzech mistrzów Budo (Jigoro Kano, Gichin Funakoshi, Ueshiba (?).

Sa liczne dowody, na to, ze funakoshi mial wiele sytuacji, w ktorych juz mial walczyc. w wieku 80 lat obezwladnil rabusia, jedna technika ( zlapal go za jajca tak, ze zemdlal z bolu) Kiedys tez zaatakowalo go 8 silaczy (co silowali sie na forse na reke). Obronil sie parasolka (blokowal ich uderzenia) Gdy ich tak zaskoczyl, zostawili go, skapowali sie, ze on cwiczy karate ( - Zostawmy, go. On chyba cwiczy karate !) - Takie sa fakty, ale wiem, ze nie da sie za bardzo sprawdzic, kto z nas ma racje...
Chyba juz kiedyś było o tym na Budo. Nie mam w tej chwili "TKD Timesa" z artykułem, ale sprawa wypłynęła gdzieś w 1990 czy 1991 roku. Mistrz Choi Jung Hwa był zamieszany w organizacje zamachu na prezydenta Korei Pd. Jun Doo-Hwana podczas jego wizyty na Filipinach na początku lat 80. Kontaktowal się w tej sprawie z dwoma kanadyjskimi "ciemnymi typami". Przed aresztowaniem wyjechał z Kanady i przebywał w Polsce, potem wrócił, aby stanąć przed sądem. Został skazany na sześć lat więzienia, odsiedział bodaj trzy. O sprawie pisał także generał Choi Hong Hi w swojej autobiografii.

Gizmo
Uważam, że tytuł O-sensei należy się jedynie Morihei Ueshiba. Ten człowiek stoczył za młodu wiele walk może i na śmierć i życie - tak wynika z książki Trzej mistrzowie Budo Stevensona. Fenomen mistrza polegał na tym, że w realnej walce stać go było na obezwładnienie przeciwnika nie robiąc mu krzywdy. On pokonał wszystkie możliwe bariery strachu - pozwalał na atakowanie siebie mieczem, nożem i inną bronią rozbrajając przeciwników z uśmiechem na ustach. Nic dziwnego, że jego uczniowie widząc taką świetną technikę, pewność i brak strachu osiągali takie poziomy umiejętności. O-sensei to tytuł dla twórcy aikido jest wyrazem szacunku dla człowieka, który miał siłę zabić człowieka lub poranić, ale tego nie robił jedynie obezwładniał. Nikt nie jest wstanie powtórzyć jego wyczynów. Dla mnie O-sensei jest wzorem prawdziwego wojownika budo.
Z lektury zawartości wspomnianej strony dowiedziałem się, że:

1. Jeśli nie mam czasu lub możliwości to mogę być samoukiem czyli uczyć się w domu z książek i video, zdawać egzaminy w headquaters, w międzyczasie założyć koło aby nieść Tsunami niczym radosną nowinę w świat, potem z koła powstaje dojo itd.

BEZROBOTNI OBYWATELE RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ ĆWICZCIE TSUNAMI - TO JEST JAKIŚ SPOSÓB.

2. Jest to tak popoularna organizacja, że pełno jest psychopatów podających się za mistrzów Tsunami - na stronie (w dziale stopnie) lista nie-psychopatów oraz dopisek pod - świetny

Pozdrawiam

Piotrek

PS. Wertując stronę przypomniałem sobie artykuł w Czarnym Pasie (tak przyznaje się swego czasu kupiłem parę numerów i nabiłem kabzę naszego nominowanego do nagrody). Jeden z uczniów p. Murata (wydaje mi się, że nazwisko jego brzmiało Rybiński ale pamięć nie ta a pisma pożyczyłem koledze dawno temu a kontakt się urwał) był w chyba w Tokio a napewno w Japonii w szkole Shorinji Kenpo. Uczeń ten miał stopień chyba 9 kyu i pisał o tym, że czarne pasy z tego dojo (to było dojo uniwersyteckie) to swoim poziomem technicznym dorównują początkującym w Tsunami oraz było zdjątko jak to oni źle medytują. Nie pamiętam aby były zarzuty co do japońskiego którym porozumiewali się wspomniani mistrzowie Shorinji Kenpo czyli coś in plus.
Wg mnie zdobywając trzy razy tutuł Kupa Vortalu Budo powinien on przechodzić w wieczyste użytkowanie laureata, no i trzeba wymyśleć jakąś nową nagrodę
Hejo!

Cytat:
Dziewięć razy wchodzili w sobotę na podium polscy judocy startujący w międzynarodowych zawodach… sambo. W Pradze rozgrywane są mistrzostwa krajów Unii Europejskiej w rosyjskiej sztuce walki. Biało-czerwoni zdobyli trzy złote medale.

Wśród juniorów bezkonkurencyjny w kategorii do 65 kg okazał się Mateusz Pacholak (AZS UW Warszawa). Wśród seniorów tytuł mistrza Unii Europejskiej zdobył Kamil Sułek (Gwardia Warszawa, 57 kg) i Paulina Raińczuk (AZS AWFiS Gdańsk, 6 .

- Srebrne medale zdobyli: Maciej Irek (AZS UW Warszawa, 57), Marek Kręcielewski (Gwardia Warszawa, 6 , Jacek Jaracz (Śląsk Wrocław, +100), Barbara Krzywda (52) i Joanna Paluch (AZS AWFiS Gdańsk). To dla wielu zawodników, była nowość, ale takie urozmaicenie treningu może być cenne - tłumaczył budo.pl Sławomir Pacholak, trener AZS UW Warszawa.

Jedyny brązowy medal padł łupem bodaj najwszechstronniejszego w naszej kadrze, judoki, zawodnika MMA, a teraz także sambo – Antoniego Chmielewskiego (Gwardia Warszawa, 90).

A ja oglądałem sobie przygotowania Macieja Irka - ćwiczył u nas w Dojo (:

Pozdrowionka
Seria szkoleniówek nagranych przez świetnego Mistrza Shito Ryu i Kobudo - Fumio Demura:

Nunchaku:





Kama:


Tonfa:


Sai:


Bo:



Czytając książki lub oglądając filmy szkoleniowe Demury możemy mieć pewność, że mamy świetny i wiarygodny materiał szkoleniowy.
Do tej pory w Polsce ukazały się tylko trzy książki Demury: Nunchaku, Tonfa oraz Shito Ryu (wszystkie trzy z Budo-Sport).

Filmy szkoleniowe nie są niestety u nas dostępne, ale można je kupić w sklepach internetowych za ok 30$
tak,wszystko fajnie ale ja przeczytalem w ksiazce "trzej mistrzowie budo" ze jigoro kano byl pod koniec zycia rozczarowany ewolucja judo...



-"Jigoro Kano" -!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Nie jestem kompetętny aby komętować jego przemyślenia...
Lider zespołu Ich Troje poinformował na swoim oficjalnym blogu, że 11 września działalność w klubie Extravaganza rozpocznie jego kasyno.
Michał Wiśniewski chce się pobawić w krupiera. Fot. AKPAMichał Wiśniewski zapowiedział, że miesiąc przed otwarciem Casino Extravaganza w sieci ruszy także jego internetowa wersja. Obecnie trwają prace nad grafiką. Piosenkarz wyznał, że jest bardzo podekscytowany z powodu nowego przedsięwzięcia.
– W końcu zrealizuję jedno z marzeń. Zostanę krupierem. Nie tym, który przegrywa - a tym, który daje szansę wygrać innym. Chcę poprowadzić mistrzostwa jako krupier we wszystkich trzech dyscyplinach. Najmniej przewidywalna jest texas hold'em - wersja gry w pokera, która opiera się głównie na udawaniu, że to ja wygram. Najmniej przewidywalna - bo opiera się w największym stopniu na czynniku ludzkim. A ruletka? Może się okazać, że ktoś, kto gra za 5000 stawiając po 1 żetonie na samym końcu po 20 rzutach zostanie z największą liczbą żetonów. Ale jak w totolotku, kto nie ryzykuje, ten ginie - czytaj - przegrywa. Kto będzie mistrzem? Przekonamy się już w we wrześniu - napisał Michał.

[ Dodano: Czw 19 Kwi, 2007 ]
http://www.wiadomosci24.p...ciem_23863.html
Dla porównania...Owa budowa CH Arkady we Wrocku jest wiele bardziej posunięta do przodu niz gliwicka...
Nie ma szans Aither by zdążyli...zobaczysz!
Podobno pewnien rekopis cytowany przez Aeluriusa podawał opowieśc jak to arcybiskup Arnost z Pardubic, po swej śmierci wstal z wozu , którym miał być odwieziony na wieczny spoczynek, i sam wybrał sobie miejsce pochówku w kosiciele farnym.
I jeszcze jedno mniej miłe wydarzenie w 1604 roku do Kłodzka przybyli dwaj katoliccy pielgrzymi z Polski i wstąpili do śiątyni aby się pomodlić. Była ona wówczas w posiadaniu ewangelików, lecz stanowiła jednocześnie przedmiot sporu pomiedzy obu wyznaniami. Przebywający akurat w świątynie wierni ze względu na stroje i zachowanie obcych poczuli się zagrożenie, wypędzili ich więc i pobili wskutek czego jeden z pielgrzymów niejaki Adam Markowski zmarł.
W latach 1482-1488 zawieszon trzy dzwony odlane przez breneńskich mistrzów Hieronima i Sebastiana.
Spotakłem sie też z opinią że budowa koscioła trwała tak długo( prawie dwa stulecia) ponieważ świetnie nakręcała konikture gospodareczą miasta (kamieniarze,cieśle złotnicy, szklarze itp), a sam kosciól można było ukonczyc wcześniej ale nikomu by to nie służyło .
Zajdelka była super niedługo po mojej maturze awansowała do kuratorium i chyba już nie wróciła do nauczania. Miałam z nią fizykę i co półrocze dziwnym trafem miałam po trzy cztery pały na czysto ale co półrocze jakoś się udawało. A chemię miałam z Siudą - poza chemią miałam z nią niestety też przysposobienie do życia w rodzinie (godzina tygodniowo) i pedagogikę (dwie godziny tygodniowo) a jako że Pani Siuda nie bardzo miała pojęcie co robić z nami na tych ostatnich przedmiotach to mieliśmy pięć chemii w tygodniu miałam jeszcze więce pał na czysto niż u Zajdelki. Ale jakoś to było Chłopaków uczył wtedy wf-u niejaki Pan Wisniowski (zwany Bajokiem) - miał chałupę w Szczawnicy, do której organiozwane były wycieczki klasowe. Czasem z koleżanką jeździłyśmy tam na weekend - układ był taki że za posprzątanie chałupy miałyśmy noclegi przez weekend za darmo - fajnie było.
A jeszcze był taki gigant, który uczył przysposobienia obronnego - HIDRANT, robił nam musztry na boisku szkolnym (prawdziwe mistrzostwo świata). Zamiast "y" wymawiał na ogół "i" - więc jak podczas lekcji mówił "jak macie jakieś pitania to pitajcie" to się często zdarzało że wszyscy wstawali i pitali byyyyyła niezła buda
Hołowczyc przed mistrzostwami świata

 pag 09-01-2003, ostatnia aktualizacja 09-01-2003 19:02

Krzysztof Hołowczyc przygotowuje się już do udziału w mistrzostwach świata.
Przed startem w Rajdzie Szwecji kierowca trenuje na podolsztyńskich drogach

Jak już informowaliśmy, Krzysztof Hołowczyc zamierza w tym sezonie walczyć o
rajdowe mistrzostwo świata w klasie N (samochody seryjne). Pierwszą imprezą,
zaliczaną do mistrzostw świata, w której weźmie udział olsztyński kierowca,
będzie Rajd Szwecji. Zawody te rozpoczną się niebawem, bo 6-9 lutego. Do
Rajdu Szwecji Hołowczyc przygotowuje się na drogach położonych wśród
podolsztyńskich lasów. - Długo czekałem na sprzyjające warunki do treningu i
nareszcie mogę pojeździć na długich szwedzkich kolcach - mówi olsztyński
kierowca na swej internetowej stronie www.holek.pl. - W tym roku Rajd
Szwecji rozgrywany będzie na północ od Hagfors, więc śniegu nie powinno tam
zabraknąć. W Polsce co prawda aura ostatnio trochę skąpi opadów śniegu i o
jeździe w prawdziwych śnieżnych bandach nie ma mowy, ale dobre i to, co
jest. Zresztą jadąc w rajdzie z dość odległym numerem, pewnie o opieraniu
się o bandy będę mógł już tylko pomarzyć, bo czołówka rozniesie je w pył.

W Rajdzie Szwecji olsztyński kierowca będzie jeździł mitsubishi lancerem evo
7. - Trenuję na razie na mojej starej, niezniszczalnej imprezie WRX, gdyż
nowa "treningówka" jest w budowie. Będzie to mitsubishi lancer evo 7. Takim
samochodem pojadę też w pierwszych trzech rajdach, czyli w Szwecji, Nowej
Zelandii i Argentynie.

Krzysztof Hołowczyc nie wyklucza jednak, że w trakcie mistrzostw świata
zmieni auto na subaru imprezę. - Celowo podpisaliśmy kontrakt z fińską firmą
Benedetti Motorsport tylko na trzy rajdy, by mieć w trakcie sezonu możliwość
zmiany auta, jeśli okaże się, że nowe subaru impreza jest samochodem
bardziej konkurencyjnym. W dalszym ciągu utrzymujemy doskonałe relacje z
firmą Prodrive i jeśli będzie to celowe, to w pozostałych eliminacjach
wspólnie z Łukaszem Kurzeją wystartujemy imprezą.

Olsztyński kierowca będzie trenował na warmińskich drogach do połowy
stycznia, po czym wyjedzie z rodziną na tygodniowy odpoczynek do Austrii.
Przed startem w Rajdzie Szwecji Hołowczyc zamierza pojechać jeszcze do
Finlandii, by testować nowe mitsubishi lancer evo 7.

Tak tylko co ma obsługiwać te pociągi jak pobuduje się te stacje na CMK?
Jak
wiadomo loków do ekspresów brakuje więc zatrzymywanie składów IC co
kawałek
mija się z celem.



ROTFL.
Faktycznie wzrosnie zapotrzebnowanie na lokomotywy przez to, ze jeden
(powtarzam: jeden) ekspres zatrzyma sie we Wloszczowie na pol minuty, nie
wydluzajac nawet przy tym czasu jazdy w pelnej relacji. Pomijajac fakt, ze
"lokow do ekspresow" wcale obecnie nie brakuje.

 Wogóle budowanie stacji dodatkowych na CMK powoduje, że ta

linia straci sens bo pociągi do 160 to się nawet nie zbliżą tylko będą
stawały pośród pól i łąk.



I znowu ROTFL... Dwie stacje na ktorych zatrzymaja sie maksymalnie dwa-trzy
ekspresy, wydluzajac czas jazdy o 5 minut, spowoduje, ze "linia straci
sens".

I już widze, jak ludzie masowo z tej prowincji

jeżdżą do tej Warszawy czy Kielc. Wydawanie pieniędzy w błoto jak widać to
nasza specjalność ... niestety na Podkarpaciu nie ma poważnych polityków
więc niestety linia Tarnobrzeg-Dębica upadnie, Rzeszów-Jasło-Zagórz też a
z
Krakowa do Przemyśla będziemy jeździć 60km/h lub mniej no bo pieniądze na
budowę nowych peronów się znajdą a na remonty linii już nie. Niech PLK-a
wkońcu nauczy wydawać się pieniądze z głową ale swoją nie polityków i
lobbystów.



ROTFL^2...
Na pewno za pieniadze, ktore bedzie kosztowac budowa dwoch peronow mozesz
zmodernizowac setki kilometrow wyzej wymienionych linii. Mistrzu, zglos sie
do PLK po jakas nagrode dla racjonalizatorow.

ROTFL.
Faktycznie wzrosnie zapotrzebnowanie na lokomotywy przez to, ze jeden
(powtarzam: jeden) ekspres zatrzyma sie we Wloszczowie na pol minuty, nie
wydluzajac nawet przy tym czasu jazdy w pelnej relacji. Pomijajac fakt, ze
"lokow do ekspresow" wcale obecnie nie brakuje.



Do czasu aż znowu nie będzie kasy na remont dziewiątek.
A skąd wiesz, że jeden ekspres? Masz gwarancje, że znowu ktoś nie zarzyczy
sobie aby stawało tam naprzykład 5 ekspresów?

Wogóle budowanie stacji dodatkowych na CMK powoduje, że ta
| linia straci sens bo pociągi do 160 to się nawet nie zbliżą tylko będą
| stawały pośród pól i łąk.

I znowu ROTFL... Dwie stacje na ktorych zatrzymaja sie maksymalnie
dwa-trzy
ekspresy, wydluzajac czas jazdy o 5 minut, spowoduje, ze "linia straci
sens".



Z tym bym się kłócił, bo rozpędzenie do 160 km/h chyba
potrwa troszkę dłużej.

ROTFL^2...
Na pewno za pieniadze, ktore bedzie kosztowac budowa dwoch peronow mozesz
zmodernizowac setki kilometrow wyzej wymienionych linii. Mistrzu, zglos sie
do PLK po jakas nagrode dla racjonalizatorow.

No tak tylko za te pieniądze na tą stację można by chociaż zbudować peron w
Mielcu w mieście, które ma 70 tysięcy mieszkańców i stację bez peronu.
Chodzi mi o to, że po co wydawać bezsensownie pieniądze na Włoszczową. Wiesz
to budujmy nowe stacje na całej CMK przecież to małe pieniądze są.

Ciekawe kiedy inne miasta się oburzą, że one też chcą i wtedy na CMK zamiast
ekspresów będą osobówki. Może o to chodzi na liniach dużych prędkości? A
jeszcze jedno ciekawe czy ludzi z Włoszczowej będzie stać na ekspres no
chyba że IC z rozkazu kolejnego jakiegoś polityka zrobi akcję promocyjną.

pozdrawiam
Wojciech 'cupik' Cupiał
www.cupik.podkarpackakolej.net


Niczego nie wnosisz do wątku, ale znowu robisz wycieczki osobiste. EOT z mojej strony.



Wniosłem cały wykład o nadmiarowych sektorach i wielopoziomowości
tego rozwiązania. Nawet zahaczyłem o SSD. :)

Ale dla tego audytorium nie warto nic produkować,
jako że wolicie (Panowie) żyć złudzeniami. :)

Jedynie dam Ci do myślenia: tyle samo sektorów nadmiarowych jest
w HDD o pojemności 1 GB i tyle samo w HDD o pojemności 1 TB?

nadmiarówki bywają lokowane -- w których konkretnie miejscach dysków. :)

-=-

Ciebie poznałem bardzo dawno i od samego początku pokazywałem ci,
że nie masz zielonego pojęcia o ty, co piszesz. :) Chodziło między
innymi o jump w bootsektorze fatalnej partycji. :) (twierdziłeś, że
czegoś takiego w partycji nie ma, a bez czegoś takiego po prostu nie
ma partycji; niby można obejść się bez tego jumpa, ale raczej się
nie obchodzi) To trochę tak, jakbyś twierdził, że w samochodzie nie
ma siedzeń, bo i po co miałyby być, skoro samochód służy nie do
siedzenia, ale do jeżdżenia. ;)

Kawecki o NTFS też nie ma pojęcia. (więc się nie martw, bo wiedzą
swą dorównujesz do mistrzów najwyższych M$ lotów) ;)

Skoro przy osobistych wycieczkach -- Niemirowski (jak się okazało przy
transakcyjnościach) też nie ma pojęcia o budowie i funkcjonowaniu partycji. :)
A wspomnianą tu transakcyjność można porównać do tego, co robię z archiwum
pl.rec.ascii-art 18 dnia miesiąca od trzech lat: pakuję na serwer nowy
plik, sprawdzam, czy wpakowałem dobrze (bezbłędnie) i jeśli jestem pewien
tego, że wrzuciłem tam bezbłędnie nowy plik, stary kasuję, a nowemu nadaję
nazwę starego; jeśli zaś okaże się, że gdzieś po drodze (zapisywania)
popełniłem jakiś błąd, kasuję nowy plik i stary pozostaje nietknięty.
Stary i nowy oczywiście zawiera archiwum grupy. :) I można taki plik
zobaczyć pod adresem http://leszekc.w.tkb.pl/smieci/pl.rec.ascii-art.ace
z tym że ten adres powinien już nie istnieć od miesiąca. :) Journaling
jest zapisem/dziennikiem operacji/transakcji, dzięki któremu wiadomo,
którą transakcję należy wycofać. Niemirowskiemu ktoś (znający temat)
sprawę tę tłumaczył, ale że Niemirowski pojęcia o tym nie miał, więc
zrozumiał tłumaczenie niepoprawnie i wyszło na to, że transakcyjność
to inaczej wielodostęp. ;) I chyba nawet wiem, kto mu tłumaczył. :)

-==-

i odbierałem w swym życiu. :) (poza spamem oczywiście, i to twardym
spamem -- miękki spam też archiwizuję)



| Co to za marchelizacja rzeczywisto?ci? Od 1997 sezonu mistrz zawsze
| jest wy?aniany w ostatnim wy?cigu sezonu (w 2000r. w przedostatnim) i
| to w walce pomi?dzy dwoma zespo?ami.

Slusznie od paru lat w zasadzie licza sie dwa zespoly. Moze
w tym roku uda sie trzy lub jeden z poprzedniej dwojki okaze sie kiepski.



Widzisz, robisz powoli postępy i się uczysz. Już nie jeden, a dwa.
Jeszcze trochę a nie będziesz wygłaszał bredni typu "Moze
w tym roku uda sie trzy lub jeden z poprzedniej dwojki okaze sie
kiepski." Pomijając już składnię, to jeżeli "udadzą się trzy zespoły",
to właśnie dlatego, że jeden z poprzedniej dwójki kiepski nie będzie.

| Sam koszt wyprodukowania to kropla w morzu przy wydatkach na B&R, Ford
| ma swój zespó? w F1, Toyota wchodzi za rok, wi?c znowu gadasz g?upoty.
| Pomijam ju?, ?e kontruowanie silników dla jaki? podrz?dnych serii typu
| CART to malutka cz??? bud?etu tych zespo?ów -- bez uszczerbku dla F1.

Poplawski, od kidy ty decydujesz o budzecie B&R firmy Ford ?
Musze cie zmartwic, ale budzety B&R nie sa niestety publikowane
w zwiazku z czym twoje domniemania sa jedynie twoim prywatnym
zludzeniem. Co do CART, to niestety, ale silnik CART jest
rownie zaawansowany co silnik F1, choc watpie, aby
"fachowiec" taki jak ty sie na tym znal. Nie watpie natomiast,
ze gazetki, ktore czytujesz moga twierdzic cos przeciwnego.



Hihi, Marchel nawet nie wie, że nakłady na produkcję silników
wyścigowych są publikowane. No, ale żeby tylko tego nie wiedział. Otóż
informuję, że wartość produkcji silników F1 najlepszych zespołów
szacuje się na poniżej 100 mln USD, a gorszych (silniki typu 049
Ferrari) na 20-30 mln USD. Proszę więc to porównać z sumą wydawaną na
produkcję silników dla CART, np. Mercedesa. Oczywiście, według
pańskiej najlepszej wiedzy (ROTFL) :)))). Dawaj Marchel, i jak wypada
porównanie :))) Na pewno wiesz :))).

Znalazłem taką ciekawostkę, trochę z gatunku SF
znalazła się grupa pasjonatów sportów zimowych, którzy chcą wybudować w mieście skocznię narciarską. Według ich koncepcji będzie ona wielkości Velikanki w Planicy. - Idealnym miejscem na taki obiekt - mówi Stefan Figlarowicz - jest wzgórze Pachołek w Oliwie.
Stoi tam już stalowa wieża. Na razie służy jako punkt widokowy. Trenują tam także amatorzy chodzenia po skałkach.
To właśnie nasunęło nam pomysł zaadoptowania wieży na skocznię. Niżej w parku będzie można wybudować trybuny na kilkadziesiąt tysięcy osób. Społeczny Komitet Budowy Skoczni Narciarskiej w Gdańsku ma już prawie gotowy projekt.
Planami zajęli się inżynierowie z Politechniki Gdańskiej. Wśród nich jest dr inż. Edward Wroński z Katedry Konstrukcji Metalowych na Wydziale Budownictwa Lądowego PG. Jest także instruktorem-wykładowcą narciarstwa, jeżdżącym po całej Europie i nauczającym instruktorów w wielu krajach. - Pomysł jest jak najbardziej realny - opowiada. - Skocznie mogą być terenowe i wieżowe.
Terenowe korzystają z ukształtowania terenu, np taka jest Wielka Krokiew w Zakopanem. Skocznie norweskie i fińskie są wieżowe.
Taka będzie ta w Oliwie. Przewidujemy, że jej punkt K będzie miał 185 m, aby było to możliwe, to jej wysokość od bramki do miejsca, w którym znajduje się punkt krytyczny, czyli tam gdzie lądują już skoczkowie powinna wynosić 140 m.
Stefan Figlarowicz uważa, że znakomicie to poprawi wizerunek Gdańska. - Na szczycie wieży będzie się znajdować kawiarnia, przez okna której roztaczać się będzie przepiękna panorama na morze i las. Budowa ma zostać sfinansowana przez prywatnych inwestorów. Jej ukończenie jest przewidywane przed sezonem zimowym 2004-2005. - Mamy nadzieje, że nasz mistrz Adam Małysz utrzyma formę do tego czasu i będzie pierwszym rekordzistą mamuciej skoczni narciarskiej w Gdańsku - mówi Stefan Figlarowicz. (demar)

Mimo, że prawie trzy lata po terminie to jak na razie tylko Małysz wciąż utrzymuje formę, a wieża zamknięta.
Nie mówiąc o skoczni


zanim Tiegenhof zeskanuje te obiecane zdjęcia trzeba by opowiedzieć trochę histori Franza Komnicka .

Franz Komnick



jeden z trzech pionierow przemysłowych tamtych czasow na wschodzie Niemiec .

Franz Komnick
Ferdinand Schichau
August Venzki

Franz Komnick urodził się 27 . 11 .1857 r. we wsi Trappenfelde /Marienburg.
ojcec Fridrich Wilchelm Komnick był mistrzem kowalskim , ktory poza warsztatem kowalskim posiadał ziemię i zajazd z restauracją .
matka Renate-Henriete z domu Kutzner pochodziła także z rodziny rzemieślniczej ,ojciec jej był Rad- und Stellmachermeister ( proszę podpowiedzieć jak to brzmi w języku polskim ) w Klein Lichtenau bei Danzig.

nazwy Komnicken bei Zinthen/Heiligenbeil , Komnick-Krug bei Koenigsberg , Komnick-See w powiecie Mohrungen .
kiedy przodkowie F. Komnicka przywędrowali nad Wisłę dokładnie nie wiadomo ale co najmniej 250 lat temu i już od generacji w okolicach Tigenhof zajmowali się rolą i kowalstwem

Franz po ukończeniu szkoły podstawowej poszedł w ślady ojca wyuczając się zawodu kowala.
a że był to akurat czas " wymiany " pługa drewnianego z lemieszem ze stali na na pług całkowicie stalowy ,
kowale nie nażekali na brak pracy , a można wręcz powiedzieć , powodziło im się bardzo dobrze .
po wyuczeniu się zawodu Franz poszedł na 9 lat na tzw. wędrowke.
w tym okresie pracował między innymi w "Hannoversche Maschinenbau - Aktiengesellschaft, vorm. Georg Eggestorff " in Hannover-Linden (poźniej Hanomag) gdzie pracował przy budowie stacjonarnych maszyn parowych .następnie w Düsseldorfie poznawał dokładnie w fabryce lokomotyw "Hohenzollern Aktiengesellschaft" budowę tychże . następnymi stacjami wedrowki były miedzy innymi "Borsig" w Berlinie budującej lokomotywy czy też w Berlińskiej firmie zajmującej się budową maszyn "Aktiengesellschaft H. F. Eckert", gdzie zapoznawał się z budową maszyn dla rolnictwa .jednocześnie przez cały ten czas Franz Komnick studiował wieczorowo budownictwo maszyn .

jeżeli dalsza historia Franza Komnicka Was interesuje to prosze pisać .

następny odcinek rozpocznę tym okresem



okresem , w ktorym Komnick po raz pierwszy pokazał co potrafi .
po przymusowej przerwie.

znowu kawałek życiorysu F. Komnicka .

Franz Komnick cz . 2

w wieku 26 lat wrocił F. Komnick w rodzinne strony i jako mistrz kowalstwa założyl mały warsztat produkcji maszyn w miasteczku Ladekopp koło Neuteich w powiecieMarienburg w ktorym zatrudniał trzech czeladnikow i dwoch uczniow .
Ten młody mistrz kowalstwa juz niedługo zapoznał swoją przyszłą o 6 lat młodszą żonę Emma Pohlman , ktorej ojciec był także mistrzem w fachu kowalstwa .
w roku 1884 13 Maja odbył się ślub po ktorym przeżyli wspolnie w harmonicznym małżeństwie 54 lata .

po raz pierwszy pokazał Franz Komnick w roku 1888 co potrafi .

w palmową niedzielę tegoż roku zerwały się wały Wisły i woda zalewając niziny Wisły i Nogatu przyniosła od niepamiętnych czaso katastrofę powodzi . Woda sięgała aż do stop Wzniesień Elbląskich , zalała Marienburg .
i właśnie ta powodz dała szansę dla kowala z Ladekopp pokazać co on potrafi .
F. Komnick skonstruował łatwą w budowie i bardzo wydajną pompę do wypompowywania wody z zalanych terenow .

Ten stych na drewnie O . Gerlacha pokazuje zalany połnocno zachodni Elbląg .



dzięki wydajności tych pomp i znacznych postępow w osuszaniu terenow zalanych wodą , krolewski rząd zu Danzig zwrocił uwagę na Komnicka i zlecił mu osuszenie wszystkich terenow zalanych wodą , zbudować tyle przepompowni ile uważa za potrzebne , na miarę jego ograniczonych możliwości produkcyjnych było nie było dosyć małego zakładu .
w tym okresie Komnick zbudował i uruchomił 12 przepompowni w rużnych miejscach zalanego terenu . dzięki czemu jeszcze przed nadejściem ciepłej pory roku tereny te zostały osuszone i zażegnano niebezpieczeństwo malarii .

w nastepnym odcinku dojdziemy już

TUTAJ
Jan Dmowski y Potocki

W Sclavinii zamieszkałem z początkiem września 2007 roku. Już pierwszego dnia, po wstępnym zapoznaniu się ze specyfiką mikronacji wypłynąłem na głębię, zakładając gazetę.
Niezwykle ciepło przyjęty, wydawałem dalej. Następnie z powodu trudnych wydarzeń w moim życiu zdecydowałem się opuścić Sclavinię. Po dwóch miesiącach wróciłem by na nowo cieszyć się chwilami spędzonymi tutaj, z Wami. W międzyczasie wstąpiłem do partii politycznej, by później zostać posłem oraz Marszałkiem Sejmu. Nigdy nie bałem się wyzwań, dlatego bez wahania objąłem stanowisko Wielkiego Mistrza Wielkiej Loży Sarmackiej, konsystorza Kościoła Bizantyjsko-Sclavińskiego, czy, ostatnio Przewodniczącego Sclavińskiej Partii Patriotycznej.

Dlaczego warto oddać na mnie Twój cenny głos?

Jestem pracowity, nie boję się wyzwań oraz brania odpowiedzialności za swoje czyny.
Jestem pomysłodawcą i wykonawcą Międzynarodowego Portu Lotniczego w Eldoracie, pierwszego wirtualnego lotniska na taką skalę.
Jestem właścicielem trzech gazet, z czego dwie są dobrze Wam znane i cenione.

Co zamierzam osiągnąć?

Zamierzam wprowadzić rządowy program „Dobry Start” oferujący pracę nowym mieszkańcom a także pomoc we wdrożeniu się w Sclavinię
Zamierzam wspomagać Ministra Stanu w budowie Nowego Kotwicza. Właściwie, nie tyle zamierzam, co już zaoferowałem swoją pomoc, ponad partyjnymi podziałami, Panu Armeńczykowi.
Zamierzam wprowadzić rządowy program dotacji dla najaktywniejszych mediów.
Zamierzam wprowadzić podatek, który nie zabierze Wam wszystkich pieniędzy, jednocześnie pozwalając Sclavinii zachować płynność finansową.

Jan Dmowski y Potocki- Znamy się nie od dziś, bo jestem jednym z Was!
po pierwsze - J. W. jest mistrzem dlatego, że na taka walke by sie nie zgodził.
po grugie twój wspaniały Ali, wyglądał naprawde jak debil sciągając zapaśnikowi buty... - http://www.angelfire.com/film/nhbclips/
warto było ściągać....i jeszcze cycat z:
Angry white pijamas (swoj drogą prześmieszna ksiązka o yoshinkan aikido):
W hollu Yoshinkan Hombu Dojo w Tokio wśród zdjęć znakomitych gości ( Robert Kennedy, król Norwegii) wisi zdjęcie Mike Tyson'a. Odwiedził on dojo na krótko przed swoją porażką z Buster'em Douglas'em w 1989 roku. Tak jego spotkanie z Gozo Shioda sensei'em (Kancho) opisuje w swojej książce Robert Twigger:

"Don King i Tyson chcieli zobaczyć "prawdziwą rzecz", prawdziwego artystę sztuk walki, jak w komiksach czy w filmach video, małego, starego człowieka, który może załatwić, w jednej chwili, trzech czy czterech ludzi rozmiaru Tyson'a.
Kancho (Gozo Shioda - prz. tł.) zapewnił im swój klasyczny, niesamowity pokaz. Bez siły rzucał ludzmi przez pół maty. Kiedy pięciu instruktorów zaatakowało go mieczami i nożami unikał ataku, "siekając" atakujących tak, ze opadali wokół niego jak szmatki.
King zgodził się, to była "prawdziwa rzecz". Tyson zauważył , "To wszystko jest na kolanach, tak?"
Kancho był showmanem w takim samym stopniu jak Don King, zaproponował Tyson'owi założenie mu dzwignii nikkajo (nikyo - prz. tł) Mały, stary człowieczek prosił o założenie dzwigni na nadgarstku największego na świecie boksera wagi ciężkiej. Jednak Tyson wycofał się , wskazując na swoje nadgarstki powiedział - "Są ubezpieczone na 30 milionów dolarów, nie pozwolę ci ich zniszczyć".
Niektórzy mówią, że to jest różnica między sportem a budo. W sztukach walki nie możesz sięoszczędzać..."

Fragment książki Robert'a Twigger'a "Angry White Pyjamas", Londyn 1997, s.34. tłumaczenie www.wsaikido.wroc.pl
Cytat: To przecież cel warty waszego zaangażowania, nie mniej niż nawracanie mnie, szczęśliwego aikidoki na tym forum Wink
Irimi drogi,
Przeczytałem jeszcze raz wszystkie moje wypowiedzi w rozmowie z Tobą i nie znalazłem. W którym to niby miejscu ja Cię nawracam? Sam sobie strzeliłeś w stopę. Mogłeś po prostu napisać, że dla Ciebie mistrzem jest Sensei Tissier ponieważ robi takie aikido jakie lubisz. Jest to dla mnie zupełnie zrozumiałe. Tak samo - zarzut, że ktoś uprawia aikido, nie działające w samoobronie jest dla mnie płytki i absurdalny. Bo jak w takim razie uzasadnić sens uprawiania np kendo (też budo), ken jutsu (bujutsu) lub brazylijskiego jiu jitsu, które też - o zgrozo - nie służy do samoobrony.
Dlatego już w maju, w temacie "Obrona konieczna bez sądu" wyjaśniłem dlaczego dokładnie rozgraniczam aikido od samoobrony. Ale ty, szanowny Irimi zacząłeś wikłać się w zagadnienia techniczne, pisać o "aplikacjach technik aikido poza matą", o tym, że "aikido uczy nie przegrać", itp więc się do tego ustosunkowałem przy pomocy rzeczowych argumentów (pojęć ogólnej teorii walki). Już miałem nadzieję na interesującą konwersację a ty się nabzdyczyłeś i pokazałeś jęzor.
Prof. Kalina wyodrębnił trzy grupy czynników decydujących o tożsamości sztuk walki ( sporty walki są też w pewnym stopniu sztukami walki, odwrotnie - już niekoniecznie). Są to czynniki pragmatyczny ( czyli oparty na logicznym związku rzeczy), utylitarny oraz mentalny. Specyficzna integracja tych czynników przesądza o specyficznej ( czyli nie mającej odpowiednika w innych obszarach kultury fizycznej) tożsamości sztuk walki. W praktyce oznacza to możliwość optymalnego rozwijania człowieka pod względem biologicznym, psychicznym i moralnym. Zachwianie proporcji pomiędzy nimi w dłuższym czasie może prowadzić do patologii. Czyli, że sztuki walki albo zatracą charakter środków edukacji obronnej i staną się szkołą agresji, albo zamienią się w czysto estetyczne formy wyrazu poprzez ruch co byłoby równoznaczne z pozbawieniem się bardzo korzystnych dla człowieka adaptacyjnych następstw "walki" pomiędzy dwoma osobami. Moim zdaniem aikido Sensei Tissiera za bardzo skręciło w tę właśnie stronę. Jeżeli ten proces się pogłębi to takie aikido przestanie być tym, co wielce umownie określamy mianem BUDO.
I tylko to chciałem powiedzieć.
Podejrzewam, że mogło chodzić o Sawai Kenichi i książkę o taikiken 太气拳 (po chińsku taiqiquan), którego nie należy mylić z taikyokuken 太极拳 (po chińsku taijiquan).

I własnie dlatego żeby sie nie pomylic wolę książkę po polsku...
Ta medytacja jest opisana to "stanie jak słup" co zasadniczo oddaje naturę ćwiczenia. I jest jednym z trzech podstaw stylu.
Szczerze mówiąc eheeeem no raczej nie mam cierpliwoiści... No i pytałem o to. I powiedziano mi taką historyjkę "Wielki Mistrz Chen Xiaowang był zaproszony do ambasady (lub czegoś takiego, w każdym razie oficjalnie, zpompą, na cześćMistrza itd) na przyjęcie/bal. Chyba było to w Japonii. I w pewnym momencie poprosił ambasadora, że chciałby skorzystać z ogrodu na tyłach bo musi uprawiać swoje ćwiczenia codziennie. No wiec oczywiście, nie ma sprawy itp. A potem podglądali jakie to jest tak ważne ćwiczenie Wielkiego Mistrza że opuścił poważne oficjalne przyjęcie na jego cześć. I co się okazało? Przez ponad dwie i pół godziny Wielki Mistrz "stał jak słup" medytując." Jakktos bedzie na seminariach można o tozapytac, nomoże nie koniecznie Mastera Więc coś w tym chyba musi być. Z innychmoich poszukiwań, poza tai chi dowiedziałem się, że medytacja powoduje pozytywne zmiany w budowie mózgu co podaję za wypowiedzią Mistrzyni RizaiZen Marią Monetą-Malewską, która jednocześnie jest lekarzem i psychologiem (niestety mogłem coś przekręcić w szczegółach tytulatury sorry ) Jej wypowiedź dotyczyła medytacji Zen ale stwierdziła że tak samo dotyczy to tai chi - nie określała stylu więc mniemam że wszystkich. Moje stanie jak słup zminimalizowałem do maksymalnego minimum ( ) bo szczerze mnie nudzi, ale może coś źle robię.
Ale skoro to ma zapewnić zwierzęcą siłe, tomoże sie zainteresuję bardziej, a w każdym razie powinienem .... Aha, WM CXW powiedział (jak powiedział mi znajomy), że można to także ćwiczyć "jak nie masz czasu" w pozycji "starożytnych wojowników" i zademonstrował pozycję naprawdę niskiego jeźdźca z rekami tak jak pokazano w książce na str 149.
Nie wiem jak inni, ale ja nie mam do tego cierpliwości, niestety
co wykonawca może spieprzyć? WSZYSTKO!!!!!!!!!

proszę nie czytać, po prostu muszę sobie ulżyć po dzisiejszej wizycie na budowie........

- odstęp między płytami OSB miał być 3mm - co tam, postawił jedną na drugą, szybciej, łatwiej..
- miał dawać zgodnie z technologią gwoździe w płytę OSB co 30cm, na krawędziach co 15. dał co pół metra albo i rzadziej - eee tam paaanie, wystarczyyy (szybko przykrył membraną, żebym nie zobaczył)
- na narożnikach okien miały być dodatkowe kawałki membrany wiatroizolacyjnej, żeby drewno nie wystawało - no paaanie ale tu parapet bedzie to po cooooo
- czy kładzenie styropianu ryflowanego da się spaprać? i owszem. rowki w kolejnych płytach w pionie w ogóle się nie pokrywają - gościu już niejeden dom szkieletowy postawił i nikt mu nie będzie mówił jak robota ma być zrobiona
- styropian przy fundamencie - co tam, docisnął do styropianu od fundamentu. efekt - brak wlotów powietrza do rowków w styropianie

itd. itp. - wszystko szczegóły, ale bardzo istotne
moje spostrzeżenie - trzeba z wykonawcą określić dokładnie co i jak ma być zrobione - i to przed wyceną roboty. wtedy umówić się na określoną kwotę, a następnie po każdym etapie prac bezwględnie przyjechać i sprawdzić osobiście. jak na razie miałem trzech wykonawców, z czego wszyscy kłamią bez zająknięcia "oczywiście że tak zrobiłem, no jakże by inaczej".

zawsze współpraca zaczyna się miło i zawsze kończy się tak samo:
Pan Majster - bo tak się nie robi, nie trzeba, wystarczy
ja - tak się umawialiśmy i tak proszę zrobić.
z tego co widzę ani wykonawcy, ani inwestorzy którym wcześniej domy stawiali nie mają zielonego pojęcia o podstawowych zagadnieniach technologii - folia paroziolacyjna na zewnątrz budynku, styropian klejony do płyty OSB a folia w środku itd itp

no i ulżyło mi trochę
jutro będę musiał zadzwonić do mojego mistrza, ma styropian do zrobienia jeszcze raz, no cóż, kolejny raz sam sobie roboty dokłada...
Nie odnieśli sukcesów polscy judocy w turnieju o Puchar Świata w Rzymie. W niedzielę wystąpiło siedmiu reprezentantów Polski - wygrali zaledwie jedną walkę: Łukasz Błach (Gwardia Wrocław). Bez powodzenia walczył mistrz Europy, Robert Krawczyk (Czarni Bytom), który został wyeliminowany z turnieju w repasażach wagi 81 kg.

Walczący także w wadze 81 kg Błach przegrał następny pojedynek i zakończył swój udział w turnieju. Przez eliminacje również nie przeszli: Krzysztof Węglarz (90 kg, Wisła Kraków), Karoil Panek (Śląsk Wrocław) i Przemysław Matyjaszek (Czarni Bytom) - obaj 100 kg oraz Janusz Wojnarowicz (Czarni Bytom) i Grzegorz Eitel (Gwardia Warszawa) - obaj +100 kg.
W turnieju Lido di Roma najwięcej sukcesów odnotowali reprezentanci Azerbejdżanu, którzy triumfowali w trzech kategoriach.

Wyniki:

81 kg:
1. Mehman Azizow (Azerbejdżan),
2. Joao Neto (Portugalia),
3. Giovanni Alesio (Włochy) i Antonio Ciano (Włochy)

90 kg:
1. Andrej Kazusionak (Białoruś),
2. Yves Matthieu Defreville (Francja),
3. Ilias Nikolaos Iliadis (Grecja) i Zurab Zwiadauri (Gruzja)

100 kg:
1. Mowlud Miralijew (Azerbejdżan),
2. Thierry Fabre (Francja),
3. Amel Bekić (Bośnia i Hercegowina) i Lewan Żorżoliani (Gruzja)

+100 kg:
1. Andreas Toelzer (Niemcy),
2. Martin Padar (Estonia),
3. Zwiadi Chandżaliaszwili (Gruzja) i Barna Bor (Węgry).

Polacy:

81 kg:
Robert Krawczyk (Czarni Bytom) - Antionio Ciano (Włochy) 0:5, repasaże: Srdjan Mrvaljević (Macedonia) 0:7
Łukasz Błach (Gwardia Wrocław) - Dmitri Ogienko (Rosja) 10:0, Alain Schmitt (Francja) 0:5

90 kg:
Krzysztof Węglarz (Wisła Kraków) - Alon Sason (Izrael) 0:5

100 kg:
Kamil Panek (AZS AWFiS Gdańsk) - Daniel Hadfi (Węgry) 0:10
Przemysław Matyjaszek (Czarni Bytom) - Witalij Bubon (Ukraina) 0:10

+100 kg:
Janusz Wojnarowicz (Czarni Bytom) - Jauheni Kawaleuski (Białoruś) 0:3
Grzegorz Eitel (Gwardia Warszawa) - Angel Para (Hiszpania) 0:3

budo.pl
Polecam książkę "Trzej mistrzowie budo" w której jest opisane jego życie.
Hmmmmmmm... moze to zabrzmi dziwnie ale wszyscy macie racje - z perspektywy Konigun ninjutsu - ktore powstalo w USA 20 lat temu - zalozone w czasie ninja mani przez pana Dallasa... to taijutsu niewiele bedzie mialo z tym stylem wspolnego bo nazywnictwo jest tam inne ; i techniki sa takze inne - powiedzmy sobie tak: gdy ruszasz cialem aby przemiescic sie z miejsca na miejsce nazywa sie to taijutsu... mysle ze chlopaki w konigun przemieszczaja sie z miejsca na miejsce??? Wowczas ta umiejetnosc - zwlaszcza gdy pracuje sie nad jej ulepszeniem - nazywana jest (w starszych stylach niz konigun) TAIJUTSU (sposoby/umiejetnosc poruszania cialem) - budo taijutsu jest dosc specyficzne dla Bujinkan jako nazwa - Hatsumi sensei w ten sposob chce podkreslic fakt tego ze Bujinkan nie jest sportem - ze nasza szkola jest forma KoRyu... Yumi musze cie zawiesc TU i teraz - Bujinkan nie jest szkola ninjutsu - ma duzo elementow ninjutsu ktore zachowaly sie w trzech tradycjach rodziny Toda, ale obecnie uczymy sie tylko i wylacznie jednej z nich (Togakure Ryu).

No i teraz szok dla wszystkich:

NINJUTSU NIE ISTNIEJE W OBECNYCH CZASACH - jedyne co sie ostalo z historii to wiedza zawarta w zwojach i niekture z 18 metod shinobi: czyli Taijutsu, Bujutsu (calosc broni), jazda konna, trening elementow (survival i medycyna) i Ninpo (rozwoj duchowy i intelektualny) - ninjutsu bylo potrzeba chwili - forma partyzantki - walki z ukrycia klanow Iga i Koga prowincji gdy zostali oni wysiedleni przez wojska Nobunagi - pozniej w czasach Edo ninjutsu wykorzystano w policji i sluzbach specjalnych... w obecnych czasach ninjutsu? Najblizsze ninjutsu w Polsce byla partyzantka w czasie II wojny swiatowej - co sie obecnie ostalo z partyzantki? Umiejetnosc strzelania z karabinu i survival - jesli ktos chcialby zachowac te tradycje (a duzo ludzi to robi) - byloby smiesznie nazywac sie partyzantami
Wiem ze zaraz na mnie naskoczycie - ze niszcze te romantyczna reklamowke - ale juz czas przestac sprzedawac nasz styl pod szyldem Ninjutsu - Hatsumi sensei zaczal uczyc Bujinkan od Togakure ryu - wiec w latach 80 rzeczywiscie wiekszosc tego czego uczylismy sie bylo ninjutsu - tylko dlatego ze od czegos trzeba bylo zaczac i dlatego tez ze S. Hayes uczyl sie Togakure od Hatsumiego - i ta szkole rozpropagowal na zachodzie - od tej szkoly namnozylo sie wowczs setki pseudo-ninjutsu szkol i setki "mistrzow" ninja wyskoczylo z ukrycia - - o ktorych juz wszyscy zapomnieli, ale sa wyjatki...
tak,wszystko fajnie ale ja przeczytalem w ksiazce "trzej mistrzowie budo" ze jigoro kano byl pod koniec zycia rozczarowany ewolucja judo...
Aby awansować do II ligi należy przejść trzy etapy baraży: ćwierćfinał, półfinał i finał. W każdy z nich dalej awansują dwa zespoły.

Nasz ćwierćfinał odbędzie się w Chorzowie. Wcześniej jednak dwa pierwsze zespoły zagrają miezy sobą na boisku tego, który zajmie pierwsze miejsce i ten wynik będzie zalizany do ćwierćfinału.

Niestety, Alba Chorzów, która organizuje ćwierćfinał wymyśliła sobie turniej w środku tygodnia, co dla zespołów AZS Nysa i Piomar Brzeg, które mają największe szanse na uzyskanie prawa gry tam jest niedopuszczalne. Na najbliższy zebraniu OZKosz poruszę tą sprawę i mam nadzieję, ze uda nam się coś z tym zrobić.

Oot informacja, która pojawiła się na stronie Alby Chorzów:

Tylko 2 zwycięskie mecze dzielą nas od tytułu Mistrza Śląska w sezonie 2006/2007 i prawa do organizacji turnieju ćwierćfinałowego. Znany już jest wstępny harmonogram tego turnieju i rozkład turniejów półfinałowych.
Harmonogram turnieju:
20.03 wtorek 17.30 UKS "Alba" Chorzów : Hawajskie Koszule Żory
21.03 środa 17.00 UKS "Alba" Chorzów : Opole 2
19.30 Hawajskie Koszule Żory : Opole 1
22.03 czwartek 17.00 Hawajskie Koszule Żory : Opole 2
19.30 UKS "Alba" Chorzów : Opole 1

Podział na grupy półfinałowe (wybrane):

Grupa C
- Katowice 1
- Kraków 1
- Rzeszów 2
- Wrocław 2

Grupa D
- Katowice 2
- Kraków 2
- Rzeszów 1
- Wrocław 1

Zespoły, które prawdopodobnie wystąpią w turniejach ćwierćfinałowych:

KATOWICE
- śląskie: UKS "Alba" Chorzów, Hawajskie Koszule Żory
- opolskie: Piomar Brzeg, AZS PWSZ Nysa, KZK Krapkowice
KRAKÓW
- małopolskie: TS Wisła I Kraków, AZS Politechnika Cracovia Kraków
- świętokrzyskie: brak danych
RZESZÓW
- podkarpackie: AZS Politechnika Rzeszów, MET-BUD Stalowa Wola
- lubelskie: Pogoń Puławy, AZS AR Lublin, Start Lublin
WROCŁAW
- dolnośląskie: VB-Leasing Siechnice, Acapulco Wrocław, PUKS Arkadia Góra
- lubuskie: brak danych
Spotkanie: Petzschner Philipp - Monfils Gael
Typ 2-1
Kurs 7.00
bukmacher expekt
analiza

Bardzo ciekawy pojedynek . Znany raczej z Chalengerów niemiec Philipp Petzschner zajmujący obecnie 131 lokate w rankingu ATP zmierzy się z 30 rakietą francuzem Gaelem Monfilsem.

Petzschner na fali po rozbiciu w dwóch setach Marata Safina i w trzech setach Mische Zvereva wyjdzie pełen optimizmu na pojedynek w którym absolutnie niebędzie odczówał jakiegoś obciązenia psychicznego .Wyjdzie by pokazać się z jak najlepszej strony .gdyby nie trzy setowy pojedynek z Zverevem to z pewnością nietypował bym dziś wyniku 2-1 dla niemca ale widać że po przegranym 2 secie szybciutko podniósł głowe i wygrał seta 6-1 .Także faworytem dla mnie jest niemiec .

Gael Monfils to zawodnik o wspaniałej budowie fizycznej dobry serwis doskonała koordynacja ciała ,fantastyczny w obronie troszke gorszy w ataku.Lecz denerwuje mnie jego styl gry straszliwie ryzykuje w czasie meczu i dlatego omijam go w moich typach ryzykuje mając na myśli że do piłek których niema szans goni gdzieś podskakuje jak by szła w trybuny to gonił by i tam .Już dwa razy się tak przewiózł skręcając kostke .Lubi się popisywać co ja lubie oglądać ale nie do przesady .

A więc Gael rozwalił Kendricka dobrego tenisiste ,lecz grający tylko pod własny serwis (coś w stylu Karlovica) w przeciwieństwie do dobrze grającego jak na takie warunki Querrego, który potrafi przełamać rywala .Francuz miał duzą przerwe co napewno dobrze wpłynie jeśli chodzi o kondycje ,Niemiec również miał przerwe ale krótszą .

Niemiec w takiej formie napewno niebędzie chciał zaprzepaścić takiej okazju i spróbuje wygrać .Tak jak pisałem wcześniej bez jakiś obciążeń ,wyjdzie na luzie i pogra ,jeżeli nadaży się okazja a napewno się z francuzem nadaży to spróbuje wygrać to spotkanie.W końcu niegra z Nadalem ,Djokovicem czy mistrzem Fedkiem ,którzy niedają takich szans za dużo jeżeli wogule dają .
Ok. gady i płazy zostawię lepiej już w spokoju bo to nie mój konik.. Pytanie proste jak budowa cepa, bo akurat nie mam weny.. Wymienić imiona trzech dowolnych "mistrzów miecza" z "Naruto"
Hszpania-Rosja...

Kurs-1.7

My?l?, ze jutro ?mia?o mo?na postawic na reprezentaje Hiszpani.
Hiszpania po ostanich wielkich turniejach,ma sobie wiele do udowodnienia...
Od czasu wygranych mistrzostw Europy, poza fina?em z 1984 r., reprezentacja nie mo?e pochwali? si? ?adnym sukcesem. Rozgrywki o Mistrzostwa ?wiata oraz Mistrzostwa Europy ko?czy zazwyczaj na ?wier?finale.
Wiele sukcesów Hiszpania zdowbywa w rozgrywkach juniorskich...
Obecna reprezentacja hiszpani opiera si? w?asnie na pi?karzach którzy zdowywali w?asnie te tytu?y.
Jest tak?e kilku do?waidczonych,co sprawia,ze Hiszpania jest stawiana w gronie faworytów do Mistrzostwa.Wiele osób oczekuje,ze w tym roku hiszpanie bed? ?wi?towac sukces,a mecz z Rosjanami ma byc pocz?tkiem i Hoszpanie bed? go chcieli wygrac za wszelk? cen?.

Ostanie mecze pokazuj?,ze Hiszpanie s? w b.db formie...
Wygrali wszystkie mecze towarzyskie przed turniejem m.in z W?ochami i Franc? po 1-0.

Reprezentacja Rosji, dowodzona przez do?wiadczionego Guusa Hiddinka to dró?yna która jest dopiero w budowie.

Po upadku ZSRR reprezentacja gra?a dwukrotnie w fina?ach mistrzostw ?wiata (1994 i 2002) oraz Europy (1996 i 2004). Przygod? z ka?dym z tych turniejów ko?czy?a na rundzie grupowej.

Holender stara si? pouk?adac dró?yn?, ale nie jest to jeszcze dró?yna która mo?e walczyc o tytu? mistrza europy.
W meczech przygotowawczych Rosjanie grali przedewszystkim ze s?abszymi przeciwnikami.
Z "mocniejszych" by?a Rumumia,z któr? przegrali 0-3...

Ja obstawiam Hiszpanie na czysto...

+ do tego under(-2.5) Szwecja-Grecja kurs-1.55

Ostanie 6 meczy Szwedów wszystkie ponie?ej trzech bramek.

A jak pokazuje narazie ten turniej underki wchodz?...

Pozwodzenia.
Za starych czasów, jeszcze przed erą Zwycięstwa, czyli za czasów, kiedy Królowa Maravilla Srebrzysta nie przyszła na świat... grubo ponad X wieków przed jej narodzinami, zaczęto budowę pałacu w Menemphis...
W tym samym czasie nieopodal przyszłej siedziby władców, pewien Druid ze swym uczniem postanowiło zbudować Kolumnę Oświecenia. Miała ona służyć Elfom, jako nowa forma pomocy przy budowie nowej Ery w Krainie Domavienu. Przez pewien czas Mistrz Magii - Navinerbin, wraz ze swym uczniem - Lajvinem, budował Kolumnę samodzielnie, układając mozolnie okrągłe kamienie marmuru i wkładając w nie wiedzę i czary.

Miesiąc później zauważył to młody Smok, zwany Gedine. Interesował się architekturą magii, więc dnia jednego, usiadł na wzgórzu obok i wpatrując się w pracę dwóch Elfów, zastanawiał się nad tym czemu ma to służyć.

Navinerbin starał się właśnie napełnić głaz wiedzą, gdy spojrzał na wzgórze, na którym siedział właśnie ciekawie spoglądający na nich Gedine. Mag nawiązał kontakt myślowy:
- Interesujesz się tym co robimy? - spytał łagodnie patrząc się w oczy stworzeniu.
- Ja w ogóle interesuje się architekturą... - rzekł smok lekko się wstydząc, ponieważ to w smoczym świecie było potępiane.
- Nie musisz się wstydzić tego w czym widzisz jakiś sens.
- Naprawdę?
- Oczywiście. Chcesz wiedzieć co robimy?
- Jak najbardziej! - Druid opowiedział mu co zamierza stworzyć z Lajvinem, na co smok jeszcze bardziej się podniecił podlatując jak najbliżej miejsca pracy.
Po trzech miesiącach Kolumna Oświecenia była zbudowana. Naokoło niej wznieśli jeszcze sześć większych kolumn również z marmuru, co ostatecznie zaczęło wyglądać jak niejedno miejsce kultu bogów. Smok o tyle pomógł Elfom, iż przynosił ciężkie skały marmuru i pod koniec używając całej swej mocy, spełnił ciche marzenie Druida... Kolumna sama mogła mówić...

Od tej pory każdy Elf mógł przyjść z pytaniem do Kolumny Oświecenia, na które owa "żywa" i "myśląca" budowla zawsze podawała zrozumiałą odpowiedź...
Przede wszystkim, zanim człowiek zabierze się do jakiegokolwiek pisania, musi znać podstawy. Budowa poszczególnych dialogów, zasady interpunkcji - to chyba najważniejsze wiadomości do szybkiego przyswojenia, bo styl wyrabia się z czasem i ćwiczeniem. Z ortografią nie ma o tyle problemu, że takie błędy wyłapie zwykły edytor tekstu. Podczas stawiania pierwszych kroków w pisaniu (zwłaszcza, jeżeli własne wypociny zmierza się publikować w internecie) niezłym rozwiązaniem jest znalezienie dobrej bety - czyli kogoś, kto dokona korekty tekstu, i - jeżeli autor pozwoli lub sam wynajęty taką chęć wyrazi - wstępnej oceny dzieła.
Oczywiście trzeba mieć jakikolwiek pomysł. Wstępny szkic tego, co ma się dziać. Najłatwiej, zwłaszcza na początkach (które bywają dosyć trudne), zapisać podstawowe fakty, których trzeba się kurczowo trzymać - opis głównego bohatera (dobrze, gdy jest bardzo szczegółowy, zwłaszcza od strony wyglądu wewnętrznego) i postaci pobocznych, podstawowe informacje na temat miejsca (lub miejsc) akcji. Sprawa jest ułatwiona, jeżeli świat przedstawiony to wymysł naszej wyobraźni lub jest oparty na książkach danego autora; schody zaczynają się, kiedy chcemy napisać opowiadanie, którego akcja toczy się w ściśle określonym, istniejącym i realistycznym miejscu, na dodatek w czasach współczesnych. I tu pozycją raczej obowiązkową jest zapoznanie się z realiami tej części świata, żeby nie strzelać głupich i niepotrzebnych błędów.

Jak łatwo się domyślić, rad i wskazówek co do pisania jest naprawdę dużo, ale faktycznie, najważniejsza jest praktyka, która czyni mistrza. Nikt za pierwszym podejściem nie napisze arcydzieła - ilekroć przeglądam moje stare wypociny, zawsze dostaję ataku śmiechu; co prawda zaczynałam pisać wcześnie, ale jakiś sposób rozwinęłam się stosunkowo niedawno i do jakiegokolwiek zadowolenia z moich tekstów sporo mi jeszcze brakuje - nie wspominając już o publikacji czegokolwiek, bo potrwa to długo, zanim się zdecyduję i w końcu zrealizuję moje wszystkie pomysły (na razie mam około trzech projektów i do każdego znalazłam kilka różnych rozwiązań, aczkolwiek jeszcze się z niczym nie ruszyłam, cały czas piszę prologi, na brak których pamięć mojego komputera nie ma prawa narzekać).
Czesc,

Jestem po ociepleniu styropianem domu 25-letniego, wiec wiem jak w
praktyce zyje sie ze sciana 2 warstwowa ze styropianem na wierzchu.
Przykryte to jest siatka, klejem i tynkiem akrylowym.

W uzytkowaniu ma pewne ograniczenia. Generalnie sa utrudnienia w
przymocowywaniu przedmiotow do tej sciany (ja przezylem mocowanie numeru
domu, rynny pod tarasem i trzy razy sie zastanawiam jakbym mial do niej
cos jeszcze przymocowac). Po prostu pierwsze pewne trzymanie jest na
glebokosci od 8 cm w glab, tak wiec minimalna dlugosc kolka to 12 cm dla
przedmiotow lekkich. Do tego kolek musi miec szeroka kryze aby nie
wgniesc go w styropian przy dokrecaniu.

Dlatego jak ja bym sie budowal od nowa to wybralbym 3 warstwy (ceramika
+ styropian + ceramika).

Moja wiara w sciany jednowastwowe skonczyla sie przy budowie klatki
schodowej z betonu komorkowego. Przenikliwosc bloczka to faktycznie
0,29, ale ten bloczek jeszcze trzeba przykleic czyms do drugiego bloczka
i tu zaczyna sie "reality show".

Wiekszosc murarzy w Polsce nie potrafi kleic tylko murowac. Roznica jest
taka, ze aby cos przykleic do czegos, to stosuje sie klej (kupujesz go
najczesciej w worku) i jego warstwa wystarczajaca do poprawnego
dzialania to okolo 0,5 - 1 cm (oczywiscie bloczek tez musi byc tak
dokladnie zrobiony, aby taka cienka warstwa mogla zapewnic jego
przyklejenie).

Do murowania zas uzywa sie zaprawy murarskiej (ulubione kleiwo polskich
murarzy, wyrabiane w betoniarce, nanoszone kielnia, nadmiar jego zas
zbierany z podlogi jest do ponownego przetworzenia) i warstwa ma od 1 cm
do ... (zalezy od fantazji mistrza murarskiego). Przenikliwosc zaprawy
murarskiej jest ... (nie wiem jaka dokladnie, ale duzo wyzsza niz bloczka).

Tak wiec jak bedziemy liczyc przenikliwosc sciany, trzeba wziasc pod
uwage nie tylko przenikliwosc bloczkow, ale i spoiny oraz jej grubosc,
ktora znacznie przekracza dopuszczalne przez producentow normy, jesli
jest kladziona przez "mistrza murarskiego" z wieloletnim doswiadczeniem.

Co moze wiare odbudowac w sciany jednowarstwowe i mistrzow murarskich:

1. bloczki na pioro i wpust, klejone klejem, ktorych nie mozna polozyc
tylko przy uzyciu kielni, gdyz wtedy osoba, ktora bedzie to kladla
dokladnie bedzie wiedziala co robi i bedzie miala do tego odpowiednie
narzedzia.

2. ekipa murarska ze zbadana przeszloscia, czyli potrafiaca pokazac
dobrze wykonana sciane jednowarstwowa, a ktorej uzytkownik nie bedzie
musial dodatkowo docieplac.

Niestety praktyka tez jest taka, ze jak ktos jest dobrym fachowcem w
murarce, to awansuje i staje sie wlascicielem firmy murarskiej. Wtedy
najczesciej zatrudnia przecietnych murarzy, gdyz tacy fachowcy jak on
sam tez juz maja swoje firmy. Boryka sie on z nieterminowoscia,
lenistwem itp. I tak traci powoli swoja marke.

Poza tym na murowaniu, kazdy inwestor chce zaoszczedzic. Okazuje sie
pozniej, ze to co murarz popsuje (krzywe sciany, brak pionow, brak katow
prostych, nierowne podlogi, sufity, przemarzajace sciany, stropy) to juz
bedzie pozniej bardzo ciezko nadrobic i co moze kosztowac pozniej 3x
tyle, ile sie zaoszczedzilo na murarzu.

Pozdrawiam

JAcek

PS. Wlasnie zaczynam znow szukac dobrej ekipy murarskiej i przestalem
spac po nocach ;-)))

Postawili mi budę przy bloku. Zbili z dech, obłożyli sajdingiem, w środku
wyłożyli kafelki, powiesili zwierciadełka a nad drzwiami wykaligrafowali
"Fryzjer Damsko-Męski". Już skład tej nazwy powinien mi dac do myślenia, że
lepiej znają się na strzyżeniu kobiet, czy nawet owiec, niż Bogu ducha winnych
mężczyzn. No ale było zimno, tam gdzie zawsze chodzę na strzyżenie - jeszcze
zimniej, więc postanowiłem zaryzykować. Tak sobie pomyślałem, że powinno być też
taniej, w końcu to omc peryferie, a nie centrum. Wszedłem, dziędobry, ą, ę, czy
można, zależyco, no ostrzycsię, można. Tylko trzeba poczekać, bo pani fryzurę
układam. No tak. Jestem przekonany, że krócej trwałoby rozprostowanie afro dla
Boba Marleya kilkadziesiąt lat temu, niż ułożenie fryzury dla tej pani. Nie
zrażony mijającymi tygodniami, zaatakowałem pisma leżące na stole. Niestety,
zaatakowałem wzrokiem, co omc nie skończyło się tragicznie. Dla mnie, rzecz
jasna. Ale już wiem, co powinna moja Żona robić co rano, żeby być dla mnie
atrakcyjna. Otóż, zanim uda się zaraz po wstanięciu do kuchni i zacznie
przygotowywać sobie śniadanie i takie tam, powinna się ładnie ubrać i zrobić
makijaż. Wtedy naszego małżeństwa nic nie zniszczy. Serio. Nie wiem jeszcze jak
i kiedy Jej to powiedzieć - spróbuję może na wiosnę, jak się ociepli, wtedy noc
na podwórku nie będzie taka zimna i będzie można spokojnie zasnąć. No ale
wracając do meritumu - wspomniane wyżej kilka tygodni minęło, zakończyłem atak
na czasopisma i nawoływany przez Panią Fryzjer usiadłem na fotelu. Hmmm, fotelu
powiadacie. Nie, to nie był fotel. Fotel to ja mam w domu. To na czym usiadłem
było nędznym dziełem genetyka próbującego skrzyżować taboret kuchenny ze
stołkiem barowym. No nic, wygody odłóżmy na później. Wzięła pani taki fartuszek,
żeby klienta krwią nie pochalapać, zawiązała mi go na szyi. Gwiazdy w oczach,
ciemność, brak oddechu, zatrzymana akcja serca. Karetka, tłum gapiów, sztuczne
oddychanie usta-usta przeprowadzone przez skacowanego sanitariusza. Doszedłem do
siebie. Po zluźnieniu nieco fartuszkowego nelsona pani przystąpiła do zadawania
niewygodnych pytań. Jak strzyżemy ? Hmmm, my, znaczy się będę miał współudział.
Nie jest dobrze. Góra na pięć, boki i tył na trzy. Auuuuu, nie na pięcie, tylko
na pięć. Czego ? Stopni w skali Reaumura, kuźwa. Milimetrów, proszę pani. No i
zaczęło się. A sprawa wydaje się prosta, ondulacja moja nie wymaga użycia
nożyczek any more. Maszynka, and maszynka again. Choć to była biała squaw,
musiała mieć jakieś indiańskie korzenie. Korzenie w plemieniu mistrzów skalpu.
Pierwszym pociągnięciem naciągnęła mi skórę z szyi na czubek głowy, tą z czubka

wróciło na swoje miejsce. And again and again. W międzyczasie mój własny
przerażony łupież czmychnął pani do rękawa a ja zastanawiałem się nad odwetem.
Moja skóra na głowie tymczasem falowała wzburzona niczym spieniony Bałtyk. Jako,
żem jednak cżłowiek pokojowo nastawiony do ludzi, powiedziałem pani, że ja tu
przyszedłem się ostrzyc, a nie na jakieś praktyki sado-maso. Pani, o dziwo,
zrozumiała moją prośbę i naciągała dalej. Troszkę słabiej wprawdzie, ale
naciągała. W sumie co się dziwić, wszędzie dzisiaj można spotkać naciągaczy,
więc czemu akurat nie w zakładzie fryzjerskim. Dalej już poszło gładko, no
prawie gładko, trochę włosów zostało. Nawet za dużo jak na mój gust, jak widać
5mm, to wcale nie jest 5mm, a zależy to wyłącznie od zakładu fryzjerskiego. Tak
jak długość minuty jest różna, w zależności od tego po której stronie drzwi od
kibla stoimy. No ale, pozbywszy się 10 złotych polskich uciekłem z tego
przybytku. Poszedłem do sklepu łowieckiego, nabyłem łuk, szeroki łuk, i tym
własnie łukiem będę już teraz ww. fryzjera omijał. A nogi ogolę sobie sam.

Jarek

Gazeta Krakowska (Gazeta Nowosądecka)

Robią z Gagarina superlokomotywę
http://archiwum.naszemiasto.pl/archiwum/2859320.html

Robią z Gagarina superlokomotywę

W zakładach Newag S. A. w Nowym Sączu rusza budowanie najmocniejszych
lokomotyw spalinowych Europy. Powstają one z połączenia starych
rosyjskich kolosów szynowych M62 i najnowocześniejszych układów
napędowych oraz sterujących gigantycznych spalinowozów amerykańskich
koncernu General Electric. Prace przy tworzeniu pierwszych egzemplarzy
już trwają.

Mocarz na kołach

Praca wygląda imponująco: Gagarin, czyli potężna lokomotywa spalinowa
"made in USSR" zostaje niemal zgilotynowana. Odpada cała góra. Nie tylko
kabiny maszynistów. Także olbrzymi silnik spalinowy i potężny agregat
prądotwórczy. 6 mocarnych silników elektrycznych napędzających koła
również gdzieś znika. Pozostaje stalowa platforma i wózki jezdne, każdy
z trzema zestawami kół. Teraz specjaliści z Newagu zaczynają techniczne
czary na kilku frontach. Platforma jest przygotowywana do zamocowania na
niej olbrzymiego amerykańskiego "super skida". Ten kontener to serce
nowej lokomotywy. Waży 43 tony i mieści silnik spalinowy, napędzany nim
agregat prądotwórczy i panel sterowania elektronicznego. Radzieckie
elektryczne silniki trakcyjne przy kołach (każdy waży ponad 3 tony) są
demontowane, a ich uzwojenia tworzone od nowa.

Kosmiczne technologie

- To będą całkiem nowe lokomotywy jakich jeszcze nie ma w Europie - mówi
prezes Newag-u Zbigniew Konieczek. - Wykorzystujemy elementy lokomotyw
rosyjskich, bo w Polsce nikt nie produkuje takich zestawów kołowych.
Platforma też spełnia nasze wymogi. Reszta to nowoczesność na światowym
poziomie technicznym i ekologicznym. Elektryczne silniki trakcyjne
uzyskają niemal dwukrotnie większą moc. W sumie ten największy na naszym
kontynencie żelazny koń pociągowy będzie dysponował mocą 2,3 megawata.
Będzie miał też inne atuty. Najpoważniejszy to coś w rodzaju
samochodowego EPS. Komputer nieustannie ocenia sposób toczenia się kół
napędowych i to każdej osi oddzielnie. Gdy nie ma ślizgania po szynie to
dopływ prądu jest zwiększany. Jeżeli wystąpi buksowanie któregoś koła,
moc napędzającego go silnika jest redukowana, by zapewnić maksymalną
siłę ciągu. To uczyni naszą lokomotywę bardziej sprawną i bardziej
ekonomiczną w eksploatacji.

Karoseria i komfortowe kabiny maszynistów są całkowicie sądeckim
dziełem.

Wybrańcy losu

Sądecki Newag jest jedynym europejskim przyczółkiem amerykańskiego
koncernu General Electric w budowie i serwisowaniu największych
lokomotyw spalinowych. A w konstruowaniu takich maszyn Amerykanie
uchodzą za mistrzów świata. Przecież w USA kursują jedynie lokomotywy
spalinowe. Zanim spece z GE zdecydowali się na uczynienie Newag-u
europejskim partnerem sprawdzili potencjał inżynierski i techniczny
sądeckiej firmy niemal na wylot. Współpracują też na bieżąco. Grupa
ekspertów GE była w Newag-u nawet w minionym tygodniu. Newag korzysta
też z doświadczeń rosyjskich specjalistów od szynowych Gagarinów, a
specjalne maszyny sprowadzono z USA i Włoch.

Stanisław Śmierciak
- - - - -
Teraz wiadomo, po co ciągnęli gagary do Newagu.






| Ale - pelna znajomosc zasad higieny, rozumienie znaczenia
| bakterii. Ksztalcenie chirurgow metoda od mistrza do
| czeladnika. Znajomosc dzialania urzadzen i ich mozliwosci
| to wazna sprawa, w osiemnastym wieku tego nie mieli

Moim zdaniem nawet nie sama znajomość zasady działania urządzeń
jest  niezbędna, wystarczy, że pozostanie świadomość ich istnienia --  
jeśli
w pamięci zbiorowej przetrwa, że istniały np. maszyny latające cięższe
od powietrza albo choćby nawet oświetlenie elektryczne, to przyszli
konstruktorowie nie będą musieli powtórnie ich wynajdować, lecz tylko
skupić się na metodach osiągnięcia ZNAEGO celu. To samo z nauką
opartą na podręcznikach do liceum -- wielkiej teorii się z tego nie
zbuduje, ale będzie wiadomo, co jest celem. Stąd nie trzeba będzie
czekać na kolejnego Einsteina i powtórnie odkrywać teorii względności,
a wystarczy znacznie mniej uzdolniony człowiek, który znając cel
w postaci przyciętej do możliwości liceum teorii odtworzy podstawy
formalne "pełnowymiarowej" konstrukcji. A warto zauważyć, że w
bibliotekach szkolnych większych liceów nie znajdują się tylko
podręczniki szkolne, ale i akademickie książki specjalistyczne np. z
chemii, czy -- tu istny skarb! -- Encyklopedia Techniki ze zdjęciami.

   Pozdrawiam
   Piotr Wyderski



Z calym szacunkiem Piotrek ale "swiadomosc istnienia rzeczy" mozna takze
odniesc
w stosunku do mitologii sumeryjskiej lub inaczej ;
biorac pod uwage Ikara budowa aparatu latajacego to circa trzy -cztery
tysiace lat wymyslania konstrukcji od nowa.
Jeszcze poczatek XX wieku oferowal pewna "uniwersalnosc " dzialania
pojedynczego czlowieka,
mogl byc kowalem,rolnikiem,murarzem,gornikiem itd. poniewaz czas potrzebny
do opanowania tychze
profesji  na etapie ich rozwoju wowczas jest pomijalny w stosunku do
opanowania obslugi np. oczyszczalni sciekow.
Pamietajac co sie dzialo w kraju w przyslowiowej kolejce lub stosunkowo
niedawno w Los Angeles wyobraz sobie
to samo jescze raz tylko bez policji i wojska.
Bibloteka na naszych szerokosciach geograficznych bedzie bardzo waznym
elementem przetrwania
a - jako MIEJSCE w ktorym nic nie leci na leb
b - jako zrodlo opalu
To co zakladam to oczywiscie najgorsze czyli zespol wielkich miast cos ala
Slask z duza iloscia ludzi ,
ktorzy przetrwali.Sytuacja bedzie inna oczywiscie w malych miastach , tam po
prostu ludzie zamiast
isc do roboty w biblotece pojda pole orac , oczywiscie w ramach  dostepnych
zapasow paliwa do maszyn.
Teraz pytanie retoryczne - jak dlugo glodne hordy z miast beda czekac z
najazdem tych ,ktorym udalo sie
kozystajac z osiagniec cywilizacyjnych wyprodukowac troche zywnosci-
odpowiedz :
jak sie puszki skoncza i "na do po zniwach". I do tego w sumie ludzkie IQ
bedzie sie sprowadzalo.
Dac zryc mlodym , sobie , jej/jemu i noc przezyc.

nynek

Ja tu doswiadczen wielkich nie mam, ale pokrótce:

Dawno, dawno temu zauwazyle, ze jak chce, to jest mi cieplo, jak chce, to
jest mi zimno. Zaintrygowalo mnie to mocno, gdyz wystepowalo w dwóch
rodzajach: albo bez zmiany temperatury zmienialy sie wrazenia albo zmieniala
sie temperatura bez zmiany wrazen. Potem cwiczylem sobie tak dla zabawy,
fajnie bylo brac zwolnienia z budy, koledzy zazdroscili. Potem zapomnialem o
wszystkim. Potem zaczalem uprawiac joge u Bubicza, niedlugo, nie dawalo mi
to zadnego zadowolenia. Potem aikido. Cwiczenia z ki podobaly mi sie bardzo
ale nie widzialem sensu w tych staraniach. Dobrze sie bylo pobawic
przeplywami energii w te i we wte, ale po co to wszystko oprócz trzymania
czterech gosci na wyprostowanej rece, nie wiedzialem. A ja uwazam, ze jak
nie wiem, po co mi co, to nie ucze sie tego po to tylko, zeby miec. Moze
inni mysla inaczej, ale mnie szkoda czasu. Wole popatrzec w blekit na lace.
Kiedys myslalem inaczej, ale wlasnie od tego sie zaczelo. Od zostawienia
wszystkiego. Blakajac sie po róznych kursach, spotkaniach z nawiedzonymi
radiestetami i lekko wstawionymi mistrzami z rosyjskich republik
postanowilem wszystko robic sam. Kupilem sobie zarys astrologii urodzeniowej
Pronaya, nauczylem sie liczyc mandale i robilem po cichu horoskopy kolegów.
Jak juz zrobilem tego z piecset sztuk i udalo mi sie czesc posprawdzac i
zmodyfikowac nieco autora (potem okazalo sie ze poszedlem w dobra strone,
moglem pójsc gdzie indziej, co mnie sklonilo do takich a nie innych
modyfikacji, nie wiem) i przewidziec kilka rzeczy. Poniewaz widze
nieszczescia a dobrego nic nie widze (to znaczy potrafie wskazac gdzie kogos
zabija ale nie gdzie kogos uratuja) rzucilem i to w cholere. Minelo kilka
lat, zainteresowalem sie akupunktura... biegalem tak kilkanascie lat za
niczym, nie wiedzialem, czego chce... potem pojawila sie fizjoterapia i
zaczalem miec staly kontakt z pacjentami. Kolezanka namówila na Silve i to
byl dobry wybór. Techniki dobre, wiele sie przypomnialo. Ale jakby obok,
jakbym wiedzial cos dawniej nie uczac sie tego... zadnej systematycznej
pracy. Aczkolwiek po jakims czasie pojawia sie to, co jest potrzebne. Cos,
dzieki czemu zaczynam rozumiec, dlaczego radiestezja jest tak
niesprawdzalna. Otóz robi sie doswiadczenie ze wchodzi jeden i
napromieniowuje jedna szklanke z trzech a potem wchodzi czeladnik i ma
odpowiedziec, która. I tu tkwi blad w zalozeniu, przynajmniej ja tak
dzialam. Mianowicie ja zawsze pytam, czemu ma sluzyc taki test? Czy adept
wie, dla kogo ma byc ta woda, po co zostala napromieniowana, kiedy ma byc
uzyta? To tak jakbym najpierw namierzal cel do strzalu a potem szedl do
sklepu po karabin. IMHO bez sensu.

Totez nie mam rad. To sie dzieje albo nie. Moze u innych to jest inaczej ale
zrozumialem to, jak sie uczylem pisac we Wordzie :-)) Czlowiek zwykle bierze
gumke i przeglada tekst aby zrobic korekte. Tak jak ktos uczy sie widzenia
aury aby potem doagnozowac cokolwiek i gdziekolwiek u kogokolwiek. Takiego
nazwac mozna by profesjonalista z warsztatem i tak jest istotnie. Umnie
inaczej. Najpierw co, potem czym, jak w kompie. Jak chce pacjentowi pomóc to
nawet punkty akupunktury wchodza mi pod rece, choc nie zglebialem tego
celowo w jakimkolwiek powazniejszym stopniu. Musze chciec, reszta staje sie
sama, bez cwiczen. Choc moze ta rozbiegana droga dala jednak jakis warsztat.
Wiec nie wiem tak naprawde, co radzic? Nie wiem... nie jestem systematykiem,
jak kto mnie o co prosi, to zrobie na pewno, ale za rok, moze dwa, albo na
wczoraj, nigdy nie wiem, kiedy to bedzie i otoczenie jakos sie
przyzwyczailo.

Pzdr
Pawel

Po ostatniej wiadomo?ci otrzymanej od tajemniczego cz?owieka, prowadz?cego ze mn? dziwn? gr?, powoli zacz??em odkrywa? karty.
Czy wykonuj?c wyrok na mordercy nie popadamy w b??d, jak dziecko, co bije krzes?o, o kt?re si? uderzy?o?
Podczas mojej nieobecno?ci, moi "starzy kumple", kt?rzy w?chaj? teraz kwiatki od do?u musieli narozrabia?, zbyt du?o narozrabia?. To ju? nie by?y ?arty. Kto? ucierpia?. Kto? poni?s? kar?. Kto? zgin??. Kto i dlaczego? Czarny nie wie, albo udaje. Chocia? on m?g? o niczym nie wiedzie?. Nie ufali?my mu.
Znowu ja musz? odpowiada? za koleg?w. Zawsze tak by?o. Stara?em si? wi?kszo?? spraw bra? na siebie, a? w ko?cu wszystkie ich wykroczenia sta?y si? r?wnie? moimi.

Bundesliga
Ju? trzeci? kolejk? Bundesligi mo?na nazwa? "szlagierow?". Hannover podejmowa? Schalke a nas czeka potencjalnie trudny mecz na wyje?dzie z Werderem. Obawiam si? niezwykle silnej ofensywy gospodarzy, opr?cz Diego i Hugo Almeidy trzeba b?dzie szczeg?lnie uwa?a? na nowego zawodnika w ekipie z Bremy - Fabio Quagliarell?, kt?ry kosztowa? naszych przeciwnik?w a? 22, 5 mln euro!

Weidenfeller - Degen, Dede (k), Brzenska (Song), Amedick - B?aszczykowski (Petric), Pinga, Tinga (Vinicius), Kruska - Vantaggiato, Osorio

Przelotny deszcz nie przeszkodzi? zawodnikom obu dru?yn w szybkich i kombinacyjnych akcjach, pe?nych polotu i finezji. Dwie bramki zdobyte przez nas pod koniec pierwszej cz??ci meczu skutecznie pozbawi?y gospodarzy zapa?u i ch?ci do gry.
Najpierw Tinga w 41. minucie otworzy? wynik po strzale z dystansu, a cztery minuty p??niej Vantaggiato genialnym podaniem otworzy? drog? do bramki Humbert'owi Osorio, kt?ry podwy?szy? prowadzenie na 2:0.

Na drug? po?ow? wyszli?my jeszcze bardziej zdeterminowani by dobi? faworyzowanych breme?czyk?w. W 53. minucie kibice Werderu stracili ju? nadziej? na korzystny rezultat ich dru?yny. Wtedy to Jakub B?aszczykowski nie zawi?d? w sytuacji jeden na jednego, strzelaj?c gola na 3:0.

P?? godziny potem, Hugo Almeida zdoby? bramk? na pocieszenie, ale tego dnia nic nie by?o w stanie rozweseli? pi?karzy i sympatyk?w klubu z Bremy. 3:1.

Dzie?a zniszczenia doko?czy? bezsprzecznie najlepszy zawodnik tego spotkania Daniele Vantaggiato, ustalaj?c wynik na 4:1.

Kapitalny mecz! Nikt nie spodziewa? si?, ?e silnie wzmocniona ekipa gospodarzy, zapowiadaj?ca walk? o mistrzostwo tak ?atwo polegnie na w?asnym obiekcie. Wszyscy s? pod wra?eniem gry naszej ekipy w tym sezonie, ju? nikt nie w?tpi, ?e naszym celem jest tytu? mistrza kraju!

Werder 1 - 4 Dortmund (0:2) / Hugo Almeida - Tinga, Osorio, B?aszczykowski, Vantaggiato

Vinicius, kt?remu poleci?em nauk? pi?karskiego rzemios?a od do?wiadczonego Tingi, nie kry? zadowolenia z efekt?w wsp??pracy.

Po znacznym podwy?szeniu bud?etu transferowego przez prezesa, wszyscy oczekiwali wielkiego transferu na Signal Iduna Park i musieli by? nie?le zaskoczeni, gdy kontrakt z klubem podpisa? m?ody i utalentowany napastnik David Chaves ?ci?gni?ty za 12k euro ze Sportingu Lizbona. David na razie b?dzie gra? w dru?ynie rezerw, ale z czasem powinien odgrywa? co raz wi?ksz? rol? w klubie.

Do ko?ca okienka transferowego pozosta?y trzy dni i mog? jeszcze sprowadzi? kogo? za naprawd? du?e pieni?dze. Nie widz? jednak potrzeby wzmacniania sk?adu "na si??" i psucia atmosfery w ekipie. Mamy mocn?, m?od? dru?yn? i w lato raczej nie zawita do nas nowy zawodnik.

Jak co roku w Nyonie odby?o si? losowanie fazy grupowej Ligi Mistrz?w...

Zostali?my rozstawieni w czwartym koszyku i mogli?my trafi? do najtrudniejszej grupy, ale los okaza? si? ?askawy! Nie mog?o by? lepiej!

O. Lyon, Ajax Amsterdam i Fenerbahce to silne dru?yny, ale z ka?d? mamy szans? na zwyci?stwo. Dla mnie jest to najciekawsza grupa tych rozgrywek, w kt?rej ka?dy ma jednakowe szans? na awans. Bukmacherzy minimalnie stawiaj? na mistrz?w Francji i na nas.
Pierwszy mecz z Fenerbahce na Signal Iduna Park tu?, tu?!

Warta uwagi jest te? grupa F, gdzie spotkaj? si? prawdziwi giganci walcz?cy o ko?cowe zwyci?stwo w tych rozgrywkach.

Tabela po 3 kolejkach
My oraz FC Bayern jeste?my jedynymi dru?ynami z kompletem punkt?w po pierwszych trzech kolejkach. Lepszy bilans bramek zapewnia jednak na t? chwil? fotel lidera dru?ynie z Monachium. Tu? za nami uplasowa? si? Bayer Leverkusen oraz Schalke. Rozczarowuje forma Werderu, nie ?a?uj?cego grosza w tym oknie transferowym oraz Hannoveru, zespo?u, kt?ry w zesz?ym sezonie prezentowa? si? doskonale.

...
Przypadkowo us?ysza?em telefoniczn? rozmow? prezesa klubu:
- To moja jedyna c?rka, prosz?! Musicie j? uratowa?. Jestem got?w zap?aci? ka?de pieni?dze za jej operacj?. Ona ma dopiero sze?? lat!

Co?! Jedyna c?rka?! Sze?? lat?!
Ju? chyba wiem, kto przesy?a te tajemnicze wiadomo?ci!
Chyba znalazłem artykół który szukałem w gazecie Echa Miasta","Basen na miare Mistrzów", nie wiem czy to ten,ale tytół i czas wskazuje na to a wiec wklejam go z innego źródła. (jak nie ten to sorry i czekam az ktoś z Warszawiak.ów znajdzie tamten)



" 2006-09-05 14:31

Pełniący funkcję prezydenta Warszawy Kazimierz Marcinkiewicz na wtorkowym spotkaniu z władzami AZS AWF Warszawa zadeklarował, że zrobi wszystko, aby na terenie klubu powstała nowoczesna pływalnia. - Zdecydowanie widzę konieczność powstania basenu, na którym formę mogliby szlifować nasi znakomici pływacy. To zresztą nie jedyna potrzeba sportowa w Warszawie. Tutaj w ogóle brakuje infrastruktury sportowej na miarę stolicy Polski - powiedział były premier.

Z zainteresowania Marcinkiewicza budową basenu bardzo zadowoleni byli złoci medaliści niedawnych mistrzostw Europy w Budapeszcie - Otylia Jędrzejczak, Paweł Korzeniowski i Sławomir Kuczko. - Liczymy, że w końcu doczekamy się obiektu z prawdziwego zdarzenia. Byłoby super, bo skończyłoby się ciągłe jeżdżenie po kraju i za granicę w poszukiwaniu dobrych warunków do treningu - powiedziała najlepsza polska pływaczka.

Prezes Polskiego Związku Pływackiego Krzysztof Usielski podkreślił, że o basen na AWF-ie zabiega wspólnie z rektorem od kilku lat. - Zawsze kończyło się na stwierdzeniu, że nie ma takiej możliwości, że basen nie jest potrzebny, że miasta nie stać na taki wydatek. Nigdy nie było tak dobrej woli ze strony politycznych decydentów, nie było tak zaawansowanych rozmów - mówił Usielski.

Trener reprezentacji, Paweł Słomiński po najlepszych w historii ME tonował euforię wokół kadry, właśnie mówiąc o problemach z obiektami treningowymi. - Rozejrzyjmy się. W Polsce mamy trzy baseny 50-metrowe, nie mamy praktycznie żadnej infrastruktury. To tak wygląda, jakby reprezentacja wybiegła przed szereg. Są pieniądze, żeby szkolić reprezentację, ale nie ma warunków, żeby ją szkolić. Jeżeli zawodnicy muszą w kraju wstawać o piątej rano, żeby móc skorzystać z basenu, to jest to nienormalna sytuacja. Jeżeli, aby się dobrze przygotować, zawodnicy muszą przebywać 300 dni na zgrupowaniu, to też jest anormalna sytuacja. Nie może być tak, że jadąc małym fiatem chcemy się ścigać z kimś w mercedesie - powiedział szkoleniowiec.

We wtorek Słomiński nie krył optymizmu. - Wierzę, że się uda. To miałby być typowo szkoleniowy długi basen, z całym zapleczem naukowym, m.in. kanałem przepływowym. Tu moglibyśmy organizować zgrupowania kadry. Ta inwestycja po prostu nie ma minusów - stwierdził. Rektor AWF prof. dr hab. Henryk Sozański koszt budowy basenu szacuje na 70-90 milionów złotych.

- Na takim etapie nie można mówić precyzyjnie o tym, ile inwestycja pochłonęłaby środków. Natomiast wiadomo, że pieniądze pochodziłyby z różnych źródeł. Na pewno od miasta i od nas, ale staralibyśmy się także o środki z Ministerstwa Sportu i Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Tereny pod budowę czekają. Mam nadzieję, że pod koniec 2008 roku będzie tam stał nowoczesny kryty basen - mówił Sozański.

PAP"

źródło: Sports.pl, (http://new.sports.pl/index.php?ns=74483), data: 12.09.2006 r.



Bazylika Mariacka
Według tradycji już w 1243 r. stał tutaj mniejszy kościół NMP, najprawdopodobniej drewniany, wzniesiony przez księcia Świętopełka II.
Początek budowy łączy się z przywilejem lokacyjnym na prawie chełmińskim, wystawionym gminie miejskiej Gdańska, przez wielkiego mistrza krzyżackiego Ludolfa Königa, wiosną 1343 roku.
W latach 1379-1447 wybudowano dzisiejszy transept i prezbiterium oraz przystąpiono do podwyższania wieży.
Świątynię budowano etapami przez 159 lat. W czasie wojny trzynastoletniej (1454-66) budowa prawie całkowicie stanęła. Zaledwie jednak wojna przybrała pomyślny obrót, odżył na nowo zapał dla dalszej rozbudowy świątyni. Tym bardziej, że złożono w niej główne trofea wojenne: oprawione w srebro relikwie św. Krzyża oraz św. Barbary oraz fragment laski Mojżesza, którą rozdzielił wody Morza Czerwonego.
Nawy boczne pierwotnie bazylikowe, przebudowano na halowe w latach 1484-98. Utworzono w ten sposób jednolite wnętrze, o planie krzyża łacińskiego, wysokości 27 metrów, objęte łańcuchem kaplic międzyskarpowych.
W latach 1484-1502 obie ściany naw bocznych zastąpiono nowymi oraz całe wnętrze przesklepiono. Sklepienia założył Henryk Hetzel. Nie były to charakterystyczne dla ziem krzyżackich sklepienia gwiaździste, lecz rozwijające się z nich skomplikowane sieci żeber.

Proboszcz mariacki Andrzej Slommow 24 czerwca 1413 r. uzyskał zgodę wielkiego mistrza krzyżackiego Henryka von Plauen na założenie parafialnej biblioteki. Ok. 1445 r. biblioteka liczyła prawie 100 rękopisów. Niektóre z nich były zdobione przez gdańskich iluminatorów i posiadały cenne oprawy.

W czwartek 28 lipca 1502 r. godz. 16.00 mistrz Henryk Hetzel położył ostatnią cegłę sklepienia.
Imponująca budowla sakralna została ostatecznie ukończona.

Aż do rozbiorów Polski kościół podlegał patronatowi królewskiemu. Po rozbiorach, gdy Gdańsk został wcielony do Prus, rozpoczęto niestety częściową wyprzedaż dzieł sztuki sakralnej.
Nie można też dokładnie określić kiedy została wybudowana podziemna biblioteka, której znajdują się zbiory woluminów zgromadzone tutaj przez obecnego księcia Trójmiasta. Nikt nie jest też w stanie stwierdzic co tez tam dokładnie się znajduje.



Ponoć aby dostać sie do jej wnetrza trzeba pokonać labilrynty korytarzy i tajnych przejść. Nikt nie wie jak duzy jest to zbior, ale mowi sie ze musi byc bardzo imponujący.

Tragedia II wojny światowej w bardzo poważnym stopniu dotknęła również świątynię mariacką. W marcu 1945 r. została ona w wielkim stopniu zniszczona.
Zrujnowana została m.in. prawie cała posadzka z zabytkowymi płytami nagrobnymi.

Po zakończeniu drugiej wojny światowej, po której społeczność kainitów przez jakiś czas dochodziła do siebie, teren bazyliki został uznany za teren neutralny, niepodległy nikomu. Ma to, według plotek, związek z Sabatem.

Tutaj według nakazów i prawa każdy wampir ma status nietykalnego a na terenie katedry nie można przelać niczyjej krwi.


Kościół Sw Jana

Kościół Św. Jana został zbudowany w II poł. XIV w.
Pierwotnie znajdowała się tu mała kaplica, później wzniesiono większy, bazylikowy kościół, będący filialnym staromiejskiego kościoła Św. Katarzyny.

Budowę obecnego, a właściwie rozbudowę wcześniejszego założenia do postaci trójnawowej hali, prowadzono w II poł. XIV w. i w I poł. XV w., a całe wnętrze przesklepiono w latach 1463-1465. W kilku etapach budowano też wieżę kościoła. Ze względu na obniżoną stabilność gruntu, jak również zbyt słabe jak na te warunki fundamenty, zagrożona jest statyka kościoła. Większość wyposażenia została przeniesiona m.in. do Kościoła Mariackiego w Gdańsku.

Zgodnie z mitami w XIX tuż przed zdiabolizowaniem tu ukrywać się miał ówczesny książę Gdańska. Plotka ta nigdy nie została zweryfikowana.

Ze wzgledu na walory historyczne konstrukcji prowadzone są na jego terenie prace wykopliskowe i renowacyjne. Niestety, po wpływem sierpniowych tragicznych i równie zagadkowych wydarzeń (śmierć trzech archeologów i renowatora wnetrz kościoła) plan wykonawczy uległ pewnemu opóżnieniu.

Nie powinien umknąć uwadze fakt, iż modelem jednej z postaci przedstwionych na odkrytych niedawno freskach jest trójmiejski Gangrel. Powoli sekrety koscioła są odsłaniane.

Kościół Sw Katarzyny

Kamienica
WYPADEK

Chrystus zdecydowanym krokiem wstąpił na wody jeziora Genezaret. Apostołowie, wciąż jeszcze z niedowierzaniem, obserwowali stopy Pana. Jezus szedł po wodzie! Nie zanurzał się ani na milimetr! Z oczyma wzniesionymi ku niebu, zdawał się nie pamiętać, gdzie się znajduje.
Krzyk wyrwał się z piersi apostołów. Za późno. Jezus nie zauważył skórki od banana. W czasie krótszym, niż można to sobie wyobrazić, poślizgnął się i roztrzaskał czaszkę o grzbiet fali.



TAkie krótkie opowidanko... dla niektórych pewnie głupie... ale powiem że autor był uznanym pisarzem. Był uznawany za mistrza absurdu.
Dodam jeszcze jedno lub dwa
OPOWIEŚĆ WIGILIJNA

Mały Henio, przyczajony za fotelem w bawialni, czekał z bijącym sercem. Była za trzy dwunasta. Niedługo będzie mógł zaskoczyć Świętego Mikołaja i wydrzeć mu, prośbą i błaganiem, wagon pocztowy do elektrycznej kolejki. Ledwo przebrzmiało dwunaste uderzenie zegara, już kawałeczki sadzy zaczęły wpadać do bucików, ustawionych przez Henia w kominku. Potem zjawił się Święty Mikołaj we własnej osobie, ubrany w piękny, czerwony strój powalany sadzą.
— Och! — zapiał falsetem — cały się zabludziłem!
Spostrzegł Henia i klasnął w dłonie.
— Ach, jaki ślicny chlopcyk! — zaseplenil. — Dzień dobły, chlopcyku!
— Dzień dobry. Święty Mikołaju — Henio był zbity z tropu. Nie tak wyobrażał sobie Świętego Mikołaja. Ten był młody i dość zmanierowany.
— Usiądź mi na kolanach... Dam ci cukielecka.
Święty Mikołaj przysiadł na krawędzi kominka. Henio usłuchał skwapliwie. Cukierki okazały się pyszne, a pieszczoty, które im towarzyszyły, były słodkie, bardzo słodkie...
— Gdzie są twoi rodzice? — spytał Święty Mikołaj niewinnym tonem.
— Mamusia jest w górach, a tatuś śpi w swoim pokoju — wyjaśnił z powagą Henio.
— Świetnie. No to idę się psywitać z twoim tatusiem. Kładź się i bądź gzecny.
Czerwono ubrany człowiek na palcach wsunął się do pokoju ojca Henia.
Cicho ściągnął wielkie buciory i wlazł do łóżka.
Ojciec wybełkotał przez sen:
— Kto to?
— Święty Mikołaj — odparł Święty Mikołaj i zgwałcił go.

WSTRĘTNY CHARAKTER

Delmer nie był złym facetem. Mimo że wykonywał zawód włamywacza, zachował pewne poczucie moralności. Najlepszy dowód, że zaczekał, aż miną święta, aby włamać się do Gogsonów. Nie chciał im psuć przyjemnych dni. Tak więc w nocy drugiego stycznia dostał się do ogrodu otaczającego willę. W prawym ręku trzymał doskonały szkic terenu, na plecach miał torbę z narzędziami. Było około trzeciej nad ranem, wielkie domostwo zalegała cisza. Jeden tylko szczegół niepokoił Delmera: pies. Z myślą o nim zaopatrzył się w kawałki zatrutego mięsa i teraz zbliżał się ostrożnie do budy. Tuż nad wejściem tabliczka, niczym wizytówka, oznajmiała: „Uwaga! Zły pies”. Delmera przeszedł dreszcz. Zawsze bal się psów. Westchnął z ulgą, stwierdziwszy, że psa nie ma, a buda jest pusta. Z lekkim sercem zbliżył się do domu. Wyciął diamentem szybę, otworzył okno od wewnątrz, wdrapał się do środka i przystąpił do pracy.
Zgarniał wszystkie mniejsze przedmioty o wartości przekraczającej cenę kilograma jabłek. Metodycznie układał je w szybko pęczniejącej torbie.
W następnym pokoju znalazł trupy.
Nie spostrzegł ich zrazu, lecz gdy światło latarki padło na okropną rzeźnię, żołądek podszedł mu do gardła. Okaleczone ciała pływały we krwi niczym befsztyki w sosie.
„Trzeba wiać i to szybko!” pomyślał Delmer.
Nie zdążył. Pies, który był NAPRAWDĘ BARDZO ZŁY, powalił go ciosem siekiery.


Jako osoba, ktora wiele lat cwiczyla na silowni i nadal cwiczy - jestem... wielkim przeciwnikiem tzw. zdobywania masy, co w ostatnich latach ze wzgledu na latwy dostep do srodkow "pasacych", w tym tych niedozwolonych, szkodliwych dla zdrowia - stalo sie norma. Kazdy lebek chce wazyc powyzej 100 kg!
Panowie miesnie, owszem sa plastyczne, ale natury nie oszukacie! Po to wymyslila roznych ludzi, zeby byli roznymi!
Predzej czy pozniej zdobyte kilogramy przy pomocy odzywek, a zwlaszcza te przy pomocy sterydow stracicie! Zwlaszcza w drugim przypadku zostana problemy zdrowotne (czasami konczy sie to smiercia! Przemyslcie to - smiercia!) i sporo tluszczu. Zaufajcie mi!
Czy mozna zbudowac miesien? Mozna zbudowac tzw. miesien suchy oznacza to, ze np. przy wzroscie 175 cm i generalnie szczuplej budowie ciala, jesli bedziecie mieli talent i cierpliwosc, to zbudujecie wspaniala okolo 90 kg sylwetke, jak niegdys kulturysci naturalni, dla ktorych kulturystyka byla TYLKO z reguly dodatkiem do innej dyscypliny np. gimnastyki.
Teraz - jesli jestes szczuply z natury (czyli masz male zasoby energetyczne, malo tluszczu) - program mismana nie bedzie dla Ciebie. Bedziesz za duzo spalal. Dla osob szczuplych uprawiajacych tzw. sztuki walki, proponuje trening oparty na hipertechnice, malej ilosci powtorzen, malej ilosci serii (uwazam, ze jesli nie sa oszukiwane, wystarcza tylko trzy raz na piec dni (w tym na wlokna wolnokurczliwe i szybkokurczliwe w zestawie, na konkretna grupe miesniowa), na jednej sesji treningowej robimy wszystkie grupy! Trening trwa nie dluzej niz godzina z kawalkiem. Akurat silownia nie lubi nadgorliwcow! Przy tak malej ilosci cwiczen, nie mozan pzowolic sobie na dekoncentracje i trening przypadkowymi (np. relatywnie malymi) obciazeniami. To bardzo trudny trenin i wyczerpujacy takze psychicznie.
Dla ludzi uprawiajacych sztuki walki, nie widze powodow dla ktorych w dniu silowni mieliby tam cwiczyc wytrzymalosc - robia to przeciez nieustannie (np. stacje) w czasie treningu docelowego, zwiazanego z konkretna dyscyplina, robia to biegajac etc. Chyba, ze rzeczywiscie (cykl przygotowan do startu w zawodach) kladzie w danym momencie priorytet na wytrzymalosc, wtedy wlaczamy w to i silownie.
No, i drazek do usranej smierci! Setnie sie ubawilem, kiedy przeczytalem gdzies rade domoroslego znawcy - ze miesnie najszersze grzbietu nie sa istotne np. w boksie, tylko triceps i klatka. Wyjatkowa bzdura!!! (Czasami cwicze z bylym 7 krotnym mistrzem Polski w boksie i jakos nie zauwazam, zeby mial w szczegolny sposob silna klatke, czy triceps (po prawdzie, to zdaje sie, ze ja podnosze na te grupy ze dwa razy wiecej niz on), ale za to SKUTECZNOSC CIOSU (czesto mylona przez profanow z tzw. sila ciosu) napewno wieksza ma on - bierze sie ona z nienagannej techniki, precyzji uderzenia, kordynacji ruchowej, szybkosci i swietnego timingu).
Czlowieka silnego od slabego wlasnie odroznia, nie wielkosc klaty, czy bicepsu, ale moc plecow (takze nog) - i to dotyczy w zasadzie kazdej dyscypliny, a zwlaszcza zwiazanych ze sztukami walki. Malo tego - dobry grzbiet to gawarancja w miare bezzkontuzyjengo dzialania.
Jeszcze o odzywianiu! Trening to cos nienaturalngo dla ludzkiego organizmu, nie do tego byl stworzony! Z punktu widzenia ludzkiego organizmu, najlepszy dla niego bylby codzienny godzinny marsz w szybkim tempie! (Tak budowal swoja niezwykla kondycje np. zdaje sie himalaista, Mesner. Gwarantuje to szczupla sylwetke i duza wydolnosc, ale wtej chwili nie ma mody u nas na tak sylwetke. Wierze, ze jednak to sie zmieni i u nas. jak na Zachodzie).
Zanim zabierzecie sie za wszelkiego rodzaju "pasze" sprobujcie jakos sensownie sie odzywiac i nie mowie o ilosci, ale jakosci spozywanych produktow!
Zycze powodzenia.
K_P
[ co do twoje wersji to ustalmy najpierw pare faktow:
1.Co to za text? Autor, zrodlo, daty, wydawca?
2."Kobukai Foundation" to nie byla zadna FEDERACJA aikido, tylko fundacja wspierajaca finansowo dojo Dziadka. Nie miala wcale na celu rozpowszechniac aikido na swiecie, ani strukturyzowac cwiczenie aikido jak Federacja Aikikai. Dwie organizacje z roznymi celami. Jeszcze do tego wrocimy.
3.Noma dojo to poczatek lat 30-tych, co to ma wspolnego z federacja aikido zalozona w latach piecdziesiatych przez Syna?
4. Przymusu nie bylo? Japonia przed wojna byla krajem scisle policyjnym, gdzie prawicowcy zabijali nawet ministrow jesli zauwazyli najmnijesze odchylenie od linii. Co znaczy ze w ministerstwie byl Cytat: Martial Arts Council in the Ministry and a "Budo Section," - to proste , zeby kontrolowac wszystkie SW.
5. Cytat: Fundacja Aikikai została zarejestrowana po wojnie i również nie ma śladu jakoby O sensei się temu sprzeciwiał. Kto ci te bajki opowiadał?
Jakie miala cele federacja aikido zalozona przez Syna? - :

Qrczaki tak chyba mówisz Szczepciu, czy ja naprawdę muszę ci wykladać historię aikido
ad.1 Autorem tekstu (ang) jest jedyny autorytet w temacie historia aikido - zgadnij kto?
ad2.Kobukan działa od 1931 r. Kobukai jako fundacja powstała by wspierać dojo Kobukan prawie 10 lat później, w tym czasie O-sensei nauczał i w Tokio i w Osace w kilku różnych dojo.Co dla ciebie wynika z tych prostych faktów, że nie dbał o promocję swojej sztuki?! Dzięki uruchomieniu Kobukanu trzy razy wiecej ludzi zapisało się do niego na zajęcia,(m.in.Shirata) a wcześniej miał w Tokio małe dojo, po co wieksze jeśli nie dbał o popularyzację. W odniesieniu do tamtych czasów mówienie o popularyzacji na skalę światową jest historycznym absurdem. W tym czasie działało w Japonii wielu mistrzów Koryu którzy naprawdę nie dbali o popularyzację, szlifowali swoje techniki do perfekcji w jednym rodzinnym dojo w gronie kilku oddanych uczniów. Ueshiba był inny i na tym również polega jego niezwykłość.
ad3.Fundacja Aikikai została założona w 1948 roku przez O-sensei a nie przez Kisshomaru - Szczepan wracaj do 6 Kyu z historii aikido
ad.4 Powtarzam nie było żadnego przymusu zakładania jakichkolwiek organizacji, właśnie dlatego, że państwo i tak kontrolowało wszystko, podobnie jak w PRL, a mimo to O-sensei w 1932 roku został Prezesem Stowarzyszenia Promocji Japońskich Sztuk Walki - wniosek?! pewnie dlatego że nie dbał o promocję
ad5. Jaka federacja?! mówimy o fundacji Aikikai(patrz pkt.3), Międzynarodowa Federacja Aikido powstała dopiero w 1976 roku i sam też nie wiem po co więc ci nie odpowiem, ale nie myl dat i organizacji.

uffff. nauczanie jest męczące
Szczepan a teraz do lektury i udowodnij mi że sie mylę

ps.To SOMA, z dziadkiem - to był skrót myślowy nie chodziło mi o Tamurę ale o O-sensei. Tzn, że do Polski mogło aikido nigdy nie zawitać.
Cholera! Ale zes mnie zagiol Mursi! Nie mialem pojecia ! Moglbys jeszcze troche rozwinac ten watek?! (...)

Szerzej o Judo Atemi Waza mozna przeczytac w publikacji Ryszarda Zieniawy

Dokładnie . Książka jest na prawdę niezła! Więcej o niej na Vortalu pod adresem:
http://budo.net.pl/viewtopic.php?t=15368
Kosztuje całe 32 złote i są to dobrze zainwestowane pieniądze

Techniki uderzeń czy kopnięć były w Judo od zawsze. Dostały się tam ze starych szkół jujutsu, z których Jigoro Kano stworzył swój system. Sam Kano ćwiczył głównie styl Tenjin Shin'yo-ryu u Hachinosuke Fukudy, a po jego śmierci kontynuował naukę u syna Masamoto Iso - założyciela tej szkoły, oraz później styl Kito-ryu u Tsunetoshiego Iikubo. Pierwszy z tych systemów przywiązywał olbrzymią wagę właśnie do technik atemi waza, zaś sam jego twórca, wspomniany Masamoto Iso, miał kiedyś podczas podróży stoczyć jakiś nieprawopodobny pojedynek z grupą bandziorów, w którym to o zwycięstwie miały zadecydować silne techniki uderzeń... Tak czy siak, Masamoto Iso skupiał się przede wszystkim na technikach atemi. Natomiast drugi z systemów ćwiczonych przez Kano, Kito-ryu, kładł szczególny nacisk na nage-waza, czyli rzuty.

Oczywiście w powstaniu Kodokan judo duży udział mieli także inni. I tak przegrana judoków z adeptami Fusen-Ryu w roku 1900 spowodowała, że w Kodokan Judo pojawiły się na dobre techniki walki w parterze zaczerpnięte z tegoż systemu, czyli ne-waza.
Schemat poniżej (scan z książki Ruszniaka i Zieniawy) przedstawia udział różnych szkół i mistrzów w powstaniu Kodokan Judo:


Warto dodać, iż techniki uderzeń, czy - szerzej mówiąc - w ogóle uniwersalnego systemu samoobrony - były opracowywane w Kodokanie nawet wiele lat po śmierci Jigoro Kano (1938). W roku 1956 Kodokan opracował zestaw technik samoobrony przed najbardziej typowymi atakami, zarówno napastnika nieuzbrojonego, jak i dysponującego bronią. Było to uwieńczeniem blisko czteroletniej pracy ekspertów Kodokanu. System ten, Goshin-jitsu, zawiera techniki przechwytów - wykonywanych też jako miękkie bloki, uderzeń i niskich kopnięć, rzutów oraz dźwigni.

Jeśli chodzi o współpracę między Funakoshim a Kano, to warto dodać, iż Kano zaproponował nawet Funakoshiemu, aby ten nauczał swojej sztuki w Kodokanie. Kano był pasjonatem sztuk walki i był bardzo otwarty na wszelkie poszukiwania i rozwijanie judo. Tak relacjonuje to John Steevens w "Three Budo Masters":
Cytat: W maju 1922 roku japońskie Ministerstwo Edukacji miało wesprzeć finansowo Narodowy Pokaz Sportowy w Tokio, którego program zawierał również sztuki walki. (...) Ostatecznie stwierdzono, że Funakoshi będzie idealnym reprezentantem Okinawy.
Gichin Funakoshi bardzo szczegółowo opracował swój pokaz, który miały obejrzeć najwyższe sfery japońskiego towarzystwa. Jego starannie przygotowany wykład (uzupełniony ilustracjami na trzech zwojach pergaminu) oraz dynamiczny pokaz zostały dobrze przyjęte. Jigoro Kano, szczególnie poruszony pokazem, poprosił, aby Funakoshi nauczył judoków w kodokanie kilku przydatnych kata. (...)
Tym razem jednak mistrz przyjął zaproszenie, aczkolwiek nie bez wahania.
Wahania Funakoshiego brały się stąd, iż nie chciał on, aby jego karate zostało wchłonięte przez potężną organizację, jaką był wówczas Kodokan, i nie zeszło na drugi plan... Miał własną koncepcję rozwoju swojej sztuki i chciał póść swoją drogą, co z resztą uczynił.

Cóż, karate i judo różnią się bardzo, zaś w atemi-waza nie dopatrywałbym się wielkiego wpływu karate. Różna jest choćby rola, jaką przywiązuje się do uderzeń, różne metody treningowe! Choć na pewno zakorzenienie się na dobre karate w Japonii (bo pamiętajmy, że była to sztuka z Okinawy) oraz fakt, iż wielu uczniów Kano uczęszczało jednocześnie na treningi shotokanu, a przecież ludzie ci stanowili później kolejną generację mistrzów, przyczyniły się do pewnego zbliżenia obu sztuk.
[ponizszy tekst jest cytatem odpowiedzi ze zrodlowego portalu i w mojej opinii odpowiada na zadane pytania]
Szanowni Państwo,

w związku z powtarzającymi się pytaniami postaramy się odpowiedzieć na najczęściej zadawane.

Nie jesteśmy w stanie odpowiadać na wszystkie maile osobno, ponieważ jest ich zbyt wiele. Wymagałoby to zaprzestania wszelkiej innej aktywności, z oddychaniem włącznie .

Zamierzeniem jest merytorycznie najlepsze możliwe polskie tłumaczenie, uwzględniające również zmiany wprowadzone przez autora, aby skorzystać z unikalnego w naszym kręgu kulturowym i na skalę światową doświadczenia autora będącego uczniem uznanym osobiście przez Wielkiego Mistrza Chen Xiawanga.

Nam wszystkim zależy na bardzo starannym przygotowaniu polskiego tekstu, a nie jak najszybszym "odwaleniu" roboty. Tłumaczeniem zajmuje się pracownik Uniwersytetu Jagiellońskiego, czynnie ćwiczący Chen taijiquan, a redaktorem polskiego wydania jest Jaromir Śniegowski. W założeniu jest to książka przeznaczona dla osób którym zależy na rzetelnym tłumaczeniu wiedzy i treści merytorycznej a nie na "jakiejkolwiek książce o sztukach walki". Takie książki są już na rynku, a nie o to nam chodzi.

Pierwotnie subskrypcja była skierowana do zarejestrowanych w portalu chen.org.pl, aby umożliwić zakup w cenie promocyjnej bez względu na miejsce zamieszkania, ale tylko jako uzupełnienie dystrybucji w księgarniach, a nie jako główny kanał dystrybucji. Ponieważ pojawiły się takie prośby subskrypcja została udostępniona na stronie dla wszystkich bez względu na zarejestrowanie lub jakiekolwiek inne cechy. Zatem w założeniu jest skierowana do osób mających zaufanie do portalu chen.org.pl, natomiast pozostali będą mogli nabyć ją w księgarniach kiedy tam dotrze.

Subskrypcja została wprowadzona, aby zapewnić każdemu (obecnie każdemu odwiedzającemu stronę chen.org.pl) możliwość zakupienia książki i zarezerwowania jej egzemplarza jeszcze przed ukazaniem się na rynku.

Subskrypcja na stronie chen.org.pl jest uzupełnieniem dystrybucji poprzez księgarnie. Książka będzie, zatem w sprzedaży, ale jej dostępność w danym miejscu i cena będzie zależała tylko i wyłącznie od pośredników tj. hurtowni i księgarni.

Co wynika z powyższego?

Nie jesteśmy w stanie zadość uczynić zadaniu "trzy dni temu wysłałem maila, dlaczego jeszcze nie dostałem książki?", ponieważ jeszcze nie jest dostępna na rynku.

W momencie rozpoczęcia wysyłki wszyscy użytkownicy zarejestrowani w portalu chen.org.pl otrzymają maila z powiadomieniem. Będzie to również umieszczone na stronie. Mamy nadzieję, że będzie to w październiku.

[wyciety tu zostal fragment dotyczcy ceny ze wzgledu na regulamin budo, pelny tekst chen.org.pl]

Przepraszamy jednocześnie za niejasne sformułowanie, które mogło być przyczyną niezrozumienia zasad subskrypcji. Dziękujemy wszystkim, którzy zwrócili nam na to uwagę.

Na dalsze pytania również będą udzielane odpowiedzi w taki sposób (tj. na chen.org.pl/wydawnictwa), ponieważ mimo najszczerszych chęci nie jesteśmy w stanie zajmować się tylko odpisywaniem na maile, za co serdecznie przepraszamy. Wszelkie odpowiedzi i i informacje będą umieszczane na stronie portalu chen.org.pl dla uniknięcia nieporozumień.

Wydawca

---------------
PS Przy moim pełnym szacunku dla wszystkich ćwiczących ten szlachetny sport chciałabym uniknąć uwikłania w jakiekolwiek "walki plemienne i klanowe" oraz wszelkich innych odmian "polskiego piekiełka". Dementuje wszelkie podejrzenia o "wewnętrzny obieg" itp. - miedzy innymi własnie z tego powodu powstała publiczna subskrybcja, aby wszyscy mieli możliwość dostępu. Mam nadzieje, że zdołamy spełnić Państwa oczekiwania. Dziękujemy za zainteresowania.
PS Nie wiem czy dobrz posługuję się tym narzędziem więc prosze Państwa o wyrozumiałość.

>